dzień 3: Zakopane

Miałem startować bladym świtem, ale dobrze się spało i już koło dziewiątej udało się wyjechać . Po drodze piękna droga przez Korbielów, kilka wiosek na Słowacji i powoli zbliżam się do Zakopanego. Na horyzoncie widać już Tatry.

Tatry na horyzoncie

Po chwili melduję się u Wodza.

Wódz

Tyle ciekawych opowieści, anegdot, wspomnień... nie da rady ogarnąć tego w kilka minut. Jedyna sensowna decyzja to pozostanie do jutra. Słowem pierwsze dni w trasie są wypoczynkowe. Dziś też tylko nieco ponad 100 kilometrów za mną, ale takie spotkania są bezcenne, a morze może poczekać. Rzut oka przez szybę garażo-szopy na Mikrusa...

Mikrus

... i z okna Stokrotki na motocykl niecierpliwie oczekujący na wyjazd.

u Wodza

>> dzień 4