dzień 7: Sile-Agva (Turcja)

Winda jak się okazało działała natomiast basen (sprawdziłem osobiście co widać na zdjęciu - pływam pod barierką) był jeszcze suchy. Sezon zaczyna się w połowie maja.

basen

Rano jedziemy z koleżkami zwiedzić historyczne miasteczko Nesebar. Jest to rozszerzający się na końcu cypel wysunięty w morze. Ze staroci niewiele tu zostało, ale w porównaniu ze sztucznymi miastami pełnymi apartamentowców tu jest na czym oko zawiesić. Na pożegnanie kawka i cola. Jesteśmy pierwszymi klientami w sezonie, ale zniżki nie dostaliśmy choć z drugiej strony zapłaciliśmy równowartość piętnastu złotych.

Nesebar

Za mną zatoka i plaża Słonecznego Brzegu.

Nesebar

Pakowanie, ostatnie uściski dłoni i rozstajemy się. Ja kierunek na Turcję, oni na Grecję.

Marcin i Kamil

Bułgaria żegna mnie piękną, wijącą się wśród gór drogą.

droga przed granicą

za chwilę Turcja

Pół godziny na granicy Tureckiej i jestem w kolejnym kraju na trasie mojej wyprawy.

Turcja

W Turcji byłem dwadzieścia lat temu. Pamiętam charakterystyczny rozgardiasz, tłumy, stare rozpadające się auta... słowem pełną swoistego kolorytu bidę z nędzą. Teraz przeżywam cywilizacyjny szok. Drogi wspaniałe. W dużej mierze między większymi miastami są dwupasmowe. Jeżeli jest po jednym pasie to nawierzchnia praktycznie wszędzie dobra lub bardzo dobra. Wiele nowych budynków, fabryczek i fabryk. Widać, że kryzys europejski i światowy jakoś tu nie dotarł. Na tablicach z nazwami miast jest informacja "Nufus: xxx" co oznacza liczbę mieszkających tam "nufusów".

nufusy

No i na tych nufusów trzeba nieźle uważać. Po pierwsze zazwyczaj wydaje się, że ich liczba jest mocno zaniżona. Po drugie wszystkie nufusy zamiast siedzieć w domach wędrują po ulicach. Po trzecie mają specyficzny sposób pokonywania tychże ulic. Na widok pojazdu nufus nie pęka tylko śmiało wkracza na jezdnię. Rozpędza się przy tym na wzór skoczka w wzwyż przyjmując nieco zakrzywiony tor. Już, już wydaje się, że wpadnie pod koła gdy tymczasem ostatnie kroki to właśnie owo charakterystyczne zakrzywienie trajektorii. W efekcie nufus o milimetry mija tył pojazdu. W pierwszym odruchu hamowałem myśląc, że niechybnie przejadę jednego z drugim. I tym nieodpowiedzialnym zachowaniem wybijałem ich z pantałyku. Raz czy dwa skonsternowany nufus gwałtownie zahamował i zawrócił na chodnik zachodząc pewnie w głowę dlaczego wykonywałem taki niebezpieczny manewr. Po jakimś czasie nauczyłem się powstrzymywania odruchu hamowania. Ta nowa umiejętność przydała się też w Gruzji. Jakież było moje zaskoczenie gdy na Ukrainie tamtejszy grażdanin chcąc pokonać drogę przyspieszył więc ja też żeby mógł łatwiej minąć mnie z tyłu i omal nie skończyło się to wypadkiem. Wyobraźcie sobie, że chciał przebiec przede mną!

boczna droga

I jeszcze jedno zaskoczenie kulturowe. Droga, którą jechałem przeszła nieoczekiwanie w autostradę. Na jej początku były bramki, ale jakieś takie dziwne. Ani śladu szlabanów, budek sprzedających bilety, automatów biletowych, słowem nic do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Nad większością bramek były symbole auta z falkami jak Wi-Fi, ze trzy miały symbol auta bez tych falek. Po chwili namysłu przejechałem przez jedną z nich. Sygnalizator zaświecił się na pomarańczowo, z głośnika doszło buczenie. Sparaliżowany strachem zatrzymałem się za bramkami i wybrałem na poszukiwanie kogoś, kto mógłby mnie poinformować jakimi prawami rządzą się tureckie autostrady. Był tam dom z panoramicznym oknem zerkającym na autostradę. Dzwoniłem, pukałem, nikogo nie było. Chcąc nie chcąc odpaliłem i bijąc się cały czas z myślami, że niechybnie wyniknie z tego jakaś bida sunąłem w kierunku Stambułu zwanego tutaj Istambułem. Sam Stambuł robi, nawet z perspektywy autostrady, ogromne wrażenie, czy też raczej należałoby powiedzieć wrażenie ogromu. Nufusów ma ponad 12 milionów!!! Ale największe wrażenie zrobiło na mnie rozwiązanie zagadki autostradowej.  Na poszerzeniu poprzedzającym rząd ze dwunastu bramek (nufusy mimo ograniczenia do 50'ciu forsują je sporo szybciej) stał budyneczek z symbolem takim samym jak nad bramkami. Zaparkowałem Junaka, w garść złapałem mapę i idę jak na ścięcie. Pokazuję ciemnemu Turkowi gdzie wjechałem, zaklinam się, że nie było tam możliwości zaopatrzenia się w bilet, że ja nie winowaty, że...  Tu przerwał mi, jak się po chwili okazało Holender. Na swojej mapie pokazuje ciemnemu Turkowi gdzie wjechał, zaklina się, że nie było tam możliwości zaopatrzenia się w bilet, że nie winowaty, że... Tu przerwał nam inny biały mieszkaniec Europy. Na mojej mapie pokazuje ciemnemu Turkowi...  Tego Turek nie wytrzymał. Uśmiechnął się z politowaniem i łamaną angielszczyzną wyłuszczył, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Oni mają system komputerowy HGS. System rozpoznał nasze rejestracje. Trzeba zaopatrzyć się w kartę magnetyczną. Można to zrobić na poczcie, na stacji paliwowej lub u tego miłego pana. Sprzedaż kart prowadzona jest też na początku autostrady w Edirne. Minimalna opłata pre-paidowa wynosi 30 TRY. Odcinek Edirne – Stambuł o długości 212 km to koszt dla motocykla i osobówki 7,25 TRY. Most nad Bosforem 4,25 TRY. Przy wyjeździe z autostrady (to te bramki przed którymi staliśmy teraz) system zdejmie z konta odpowiednią kwotę i po krzyku. System za pomocą kamer już "wiedział" gdzie żeśmy się dostali na autostradę. Nie wiem co byłoby gdyby karty takiej nie wykupić. Z zaprawionej turecczyzną angielszczyzny uprzejmego pana wynikało, że komputery mają też na granicy. Faktycznie przy wjeździe spisywali kierowcę i pojazd. Pewnie przy opuszczaniu Turcji upomnieliby się o swoje. Szkoda, że nie sprawdziłem wcześniej na czym cała ta zabawa polega i czułem się jak ciemny człek włączający się do nowoczesnego i mało zrozumiałego systemu. Na szczęście nie dotyczyło to tylko nie bo inni biali też byli ciemni.

Tu widok na peryferyjne miasteczko pod Stambułem. Te bloki miały tak na oko po dwadzieścia pięter i lepiej, stało ich w jednej kupce... no sporo. Dodatkowo jakaś hala sportowa i meczet. Ot takie ośiedle na jakieś skromne kilkanaście tysięcy nufusów. Osiedli tych było spro. Wszytkie wyglądały na "nówki sztuki".

osiedle

Po kilkunastu minutach przekroczyłem Bosfor i powitał mnie napis "Welcome Asia" (na fotce brak bo wyciągnięcie aparatu z kieszenizajmuje chwilę i ciekawe obiekty pozostają w tyle).

most nad Bosforem

Poranne zwiedzanie Nesebaru kosztowało sporo czasu. Teraz po wyjeździe ze Stambułu zaczęło go brakować i zrobiło się szaro. Chciałem jednak dojechać do wybrzeża. Stało się to już o zmroku. Wjechałem w boczną górską dróżkę gruntową i po kilkuset metrach znalazłem miejsce na namiot.

biwak w górach

Starałem się żeby nie rzucał się w oczy co chyba mi się udało.

biwak w górach

Tak zakończył się nerwowy dzień i nastała nerwowa noc. W górach odgłosy niosą się daleko. Nie wiem czy z daleka czy z bliska dochodziły do mnie co jakiś czas odgłosy strzałów. Ponadto spokoju nie dawała myśl o sforach dzikich psów. To były na szczęście strachy na Lachy. Noc minęła bez przygód, a psy pojawiły się dopiero nazajutrz.


>> dzień 8