dzień 9: Kemalpasa (Turcja)

Rano przy świetle dziennym rzut oka na kemping i plażę.

kemping


kemping

Dziś dzień upłynął na podziwianiu błękitu morza i zieleni gór. Jeszcze sto lat temu w Turcji mało kto słyszał o herbacie i żłopali kawę. Można się spodziewać, że była to kawa po turecku. Po pierwszej wojnie światowej tereny gdzie uprawiali kawę zostały odłączone i władze postanowiły, że trzeba dać nufusom coś w zamian. Wybór padł na czaj. Góry wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego to teren wymarzony do uprawy herbacianych krzaków. Ciepłe i wilgotne powietrze znad morza ochładza się w górach zraszając obficie połacie herbacianych upraw. Nie było ich tu wcześniej, ale znakomicie się przyjęły. Powstał narodowy instytut zajmujący się uprawą i wyhodowaniem najlepszych odmian dostosowanych do lokalnych warunków. Intensywnie promowano herbatę i obecnie trudno sobie wyobrazić odpoczywającego Turka bez charakterystycznej niewielkiej szklaneczki w kształcie tulipana - bardaczka.

Ja przyrządzam sobie herbatę we własnym zakresie, pakuję graty i ruszam w drogę.

kemping

Na drodze wzdłuż wybrzeża nie oszczędzali. W początkach dwudziestego pierwszego wieku zawzięli się i zbudowali pięćset kilometrów począwszy od Samsun do granicy z Gruzją idących przez dziesiątki tuneli. Wiem, że to zakrawa na reklamę tamtejszego ministerstwa infrastruktury, ale trzeba zaznaczyć, że tunele te mogłyby posłużyć za wzór w wielu cywilizowanych krajach. Oświetlone, z pasami dyskretnych elektrycznych światełek na skrajach i linii oddzielającej pasy, z zatoczkami awaryjnymi. Lepiej nie trzeba. Jedyne o co można mieć pretensję do projektantów to fakt, że droga wiedzie przy samej plaży odcinając miasta i miasteczka od morza. I ostatni zachwyt nad tutejszą infrastrukturą. Na tym odcinku wszystkie miejscowości nad morzem tchnęły nowością. O ile zrozumiałem jednego z nufusów przed kilku laty zburzyli co było stare i wątpliwej jakości i wybudowali miasta od nowa. Taka to dzicz panuje Panie w tej Azji.

droga


droga wzdłuż wybrzeża

Nocleg na parkingu przy plaży. Na plaży jest prysznic (cztery zardzewiałe rury, ale zawory działają bez zarzutu), w toalecie światło i woda, nad umywalką lustro. Czegóż chcieć więcej?  Goście przygotowujący do sezonu pobliski bar zapraszają na herbatę. Nufusy palą grile i ucztują całymi rodzinami. Atmosfera pikniku i relaksu. Wieczorem wszyscy znikają i jestem zupełnie sam nie licząc przemykających drogą aut.

parking przy plaży


parking przy plaży

>> dzień 10