dzień 11: Nievinnomyssk (Rosja)

Jak co rano herbata, suszenie namiotu, pakowanie gratów i w drogę.

nocleg w Gruzji

Dookoła wspaniałe widoki - ośnieżone szczyty, doliny pomiędzy górami, strumienie i rzeki górskie, jeziora powstałe po spiętrzeniu wód spływających z gór. Trzeba uważać żeby na te cuda się nie zagapić i utrzymać w ciasnych zakrętach.

ku przełęczy

ku przełęczy

ku przełęczy

ku przełęczy

ku przełęczy

ku przełęczy

Droga wspina się coraz wyżej. Kilka razy muszę stawać żeby przepuścić stada owiec pędzone przez pasterzy konnych i pieszych i psy pasterskie. Czasami towarzyszy im obładowane terenowe auto ze sprzętem obozowym.

owce na drodze

W pewnym momencie asfalt kończy się i droga przechodzi w szutrówkę. W nawierzchni zieją liczne i głębokie wyrwy. Przez drogę przepływają strumyki z roztopionego śniegu. Miejscami szlak wiedzie przez zabezpieczenia przed osuwiskami. Są to betonowe "rury" bez jakiegokolwiek oświetlenia. Czasami idą one po łuku. Wtedy w środku jest kompletnie ciemno. Trudno mówić o nawierzchni w tych tunelach. Wygląda na to, że jest to macierzysta skała nieco tylko wyrównana z licznymi ogromnymi dziurami. Gdy wjeżdża się do takiej ciemnicy wprost z ośnieżonego i słonecznego krajobrazu nic się nie widzi. Mój Junak wyposażony jest w żarówkę o mocy 25W, której światło nie jest w stanie przebić się przez mrok. Kilkakrotnie wpadam z impetem w dziury. Raz motocykl dosłownie zatrzymał się. Chwila strachu czy zawieszenie, koło i zęby są całe. Na szczęście nic nie pękło. Boli natomiast wybity kciuk. Wszystko to jednak rekompensują zapierające dech w piersiach widoki.

ku przełęczy

Droga nadaje się szczególnie dla motocykli "enduro". Tymczasem ponieważ wiedzie do jedynego przejścia granicznego między Gruzją a Rosją przemieszczają się tędy auta wszelkiej maści. Obok wypasionych terenówek mozolnie wzbijają kłęby kurzu Łady, Żiguli, leciwe Ople i ogromne ciężarówki zazwyczaj na armeńskich rejestracjach. Ich kierowcy dokonują cudów i przebijają się w kierunku przełęczy i dalej ku granicy.

ku przełęczy

Na samej przełęczy robię postój. Kilka fotek, rzuty śnieżkami, pogawędka z ukraińskimi motocyklistami którzy tu dojechali samochodem i dziwią się, że ja dałem radę na dwóch kołach lecz przede wszystkim podziwianie widoków.

ku przełęczy

przełęcz

przełęcz

Czas ruszać dalej. Zmiana na drodze polega na tym, że teraz jedzie się z górki. Nawierzchnia jednak nie zmienia się i ciągle trzeba lawirować między dziurami. Naraz czuję, że motocykl zachowuje się inaczej niż dotychczas. Wyraźnie zmieniło się położenie środka ciężkości. Zagadka wyjaśnia się po rzuceniu okiem na bagaż, a właściwie na miejsce gdzie jeszcze przed chwilą był przytroczony. Kilkadziesiąt metrów za motocyklem leży torba, a jeszcze wcześniej worek z namiotem. Bagażnik wzmocniony po wyprawie na Krym poddał się i pękł na pół. Na szczęście mam zapasową taśmę do mocowania bagażu. Za jej pomocą przywiązuję bagażnik. Prowizorki jak zawsze są trwałe i tak było w tym przypadku. Doraźna naprawa sprawdziła się w trakcie dalszej podróży.

zguba

bagażnik

Po jakimś czasie pojawiają się pierwsze nieśmiałe plamy asfaltu, by po kilkuset metrach zamienić się w co prawda wąską i dziurawą, ale jednak asfaltową drogę. Kilka kilometrów za przełęczą natykam się na kolejkę aut oczekujących na przekroczenie granicy.

granica

granica

Tu widać jak niewiele oleju wypłynęło z amotryzatora biorąc pod uwagę jak dziurawą drogą przyszło mi podróżować.

wyciek oleju

Ustawiam się potulnie na końcu kolejki. Nie wygląda to zachęcająco. Na oko przekroczenie granicy to czas dwóch - trzech godzin. Tymczasem umilam sobie czas pogawędkami z kierowcami. Wszyscy interesują się z którego roku jest mój Junak. Dopytują się jak się sprawuje, ile pali i czy mam problemy techniczne. Po udzieleniu odpowiedzi cmokają z uznaniem. Gaworzymy po rosyjsku. Początkowo brakuje słów, ale gdy opowiadając o zabranych w trasę częściach zapasowych używam pełnego ekspresji określenia "zapas w żopu nie je..ot" wszyscy uznają mój rosyjski za całkiem poprawny. Zachęcają mnie do wzięcia sprawy w swoje ręce i przepchnięcia się do przodu pomiędzy autami. Skorzystałem z porady i po chwili byłem już przy szlabanie, który niebawem podniósł się i wraz z innymi szczęśliwcami pomknęliśmy do budek celników i pograniczników.

Miałem sporo obaw związanych z przekraczaniem granicy rosyjskiej, ale jak się okazało nie były uzasadnione. Młody celnik mówił bardzo poprawnie po angielsku, a panie urzędniczki okazały się podatne na drobną sztuczkę i małe oszustwo. Otóż mam w portfelu fotografię z lat wczesnego dzieciństwa, na której słodki chłopczyk (to ja) siedzi na czarnym Junaku. Niestety nie jest to ten Junak, którego dosiadam, ale opowiadałem, że to ten same egzemplarze - zarówno ten chłopczyk i ja, jak i Junak na fotografii i ten na którym jadę. Opowieść okraszałem tym, że to Junak mojego nieżyjącego ojca. Rosyjska dusza, a zwłaszcza jej żeńska odmiana jest bardzo sentymentalna. Sposób "na motocykl nieżyjącego ojca" zadziałał bez pudła i przydał się też w przyszłości działając nawet na milicję, ale o tym będzie we właściwym czasie.

zdjęcie z dzieciństwa

Po przekroczeniu granicy dalsza droga wiedzie wśród gór, ale nawierzchnia znacznie się poprawiła. Te drogi w Rosji, które miałem okazję przemierzać nie należały do najnowocześniejszych, ale nawierzchnię zawsze miały przyzwoitą. Gdy góry się skończyły (przez dalszych kilkaset kilometrów jechałem równolegle do pasma Kaukazu) droga zmieniła się w dwupasmówkę. Ponieważ w gospodarce planowej budowniczowie nie byli ograniczeni prawem własności mogli wytyczyć trasę po liniach prostych. Często zdarzają się odcinki kilkudziesięcio kilometrowe bez jednego zakrętu. W połączeniu z bezkresnymi polami daje to dość monotonny widok.

proste drogi w Rosji

Na szczęście w zapadnięciu w letarg przeszkadzają punkty kontroli. Droga zwęża się tam do jednego pasa w każdą stronę. Policjanci świeżo przefarbowani z milicjantów stoją nieruchomo z czapkami zsuniętymi na tył głowy, z wyciągniętą z porcięt koszuliną, dużym brzuchem, którego kształt podkreśla kamizelka kuloodporna i kałachem przewieszonym przez ramię. Co oni sprawdzają? Czym się kierują w wyborze auta do kontroli? To wiedzą tylko oni. Zatrzymywałem się przed znakiem Stop i czekałem na jakikolwiek gest z ich strony. Po pytaniu czy mogę jechać jedyną reakcją bywał nieznaczny ruch brodą co interpretowałem jako serdeczne powitanie i zachętę do dalszej jazdy.

Na dwupasmówce wyprzedził mnie samochód. Zjechał przede mną na szutrowe pobocze, uchyliła się szyba i kierowca coś zaczął krzyczeć. Przyhamowałem i zrozumiałem, że informuje mnie o zgubionym bagażu. Patrzył się na mnie zamiast przed siebie. Małe drgnięcie kierownicy (jechał po szutrze) i złapał prawymi kołami trawę. Gwałtownie zarzuciło go w kierunku rowu. Na tyle gwałtownie, że dzięki temu cudem ominął słupek. Opanował sytuację, przyspieszył, wrócił na asfalt i poleciał w siną dal. Uff, nieźle się wystraszyłem. Jak się okazało wysunął się pokrowiec na motocykl. Jak dawno? Nie było sensu go szukać.

Nocleg znalazłem na miedzy wśród bezkresnych pól. Miedze są tu w odpowiedniej proporcji do wielkości pól. Często jest to podwójny szpaler drzew poprzerastany krzakami. Po odbiciu kilkuset metrów od głównej drogi wepchnąłem motocykl między drzewa, rozbiłem namiot, ugotowałem zupkę w proszku i herbatę, sprawdziłem poziom oleju w silniku i skrzyni i syty wrażeń usnąłem zaraz po wpełznięciu do śpiwora.

nocleg na miedzy

>> dzień 12
Languagesru>pl YahooCEerror
suniemy