dzień 12: Semisotka (Ukraina)

Rano tradycyjnie herbatka, zwijanie gratów i pakowanie wszystkiego na motocykl.

gotowy do drogi

Drogi cały czas dość nudne i monotonne podobnie jak setna Łada czy Żiguli rokiem produkcji bardziej zbliżone do mojego Junaka niż do współczesnych aut. Początkowo z zaciekawieniem oglądałem się za nimi, ale ich widok dość szybko spowszedniał. Zdarzały się jednak prawdziwe rarytasy jeszcze z lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych. Tu widać dumne trzy sztuki czekające na nowego właściciela. Na szybie jednego z nich widnieje telefon. Może ktoś się skusi? Ale podobne roczniki zdarzały się też w codziennej eksploatacji.

trzy gracje

trzy gracje

trzy gracje

Nawet za komuny zdarzały się perełki "designu". Mnie ten napis bardzo się podoba.

trzy gracje

Na zdjęciu niezbyt dobrze jest to widoczne, ale zegary identyczne jak później stosowane w Warszawach, Syrenach i Żukach.

trzy gracje

Kontakt do właściciela.

trzy gracje

Powracam nad morze. Z lewej widoczne Morze Czarne....

Morze Czarne

.... a z prawej Azowskie.

Morze Azowskie

Teraz kolej na zmianę środka transportu. Z Rosji na Ukrainę można dostać się promem. Do przepłynięcia około kilometrowej szerokości cieśnina oddzielająca Morze Czarne od Azowskiego.

w porcie

w porcie

Czekając na otwarcie kas i odprawę graniczną rozmawiam z sąsiadami. Gość w tchnącym nowością Porsche Cayenne na rosyjskich numerach wygląda na oko na lat około trzydziestu. Elegancki, biegle posługujący się językiem angielskim, przy nim ładna dziewczyna. Jadą na kilkudniowy wypad na Krym. Rozmawiamy, żartujemy, atmosfera luzu i kanikuły. Po pojawieniu się strażników (czapy zsunięte na tył głowy, koszule wyłażące ze spodni, typy raczej wschodnie) mój rozmówca znika. To znaczy fizycznie jest w aucie, ale udaje, że go nie ma. Ręce na kierownicy, wzrok wbity w zegary - postawa obronna i pełna pokory względem władzy.

Natomiast inny z rozmówców, gość z rocznika 1953, opalony na ciemny brąz, sumiaste wąsy o barwie pszenicy, niekompletny garnitur uzębienia widoczny w sympatycznym uśmiechu nie pęka. Słowem nie wszyscy poddają się atmosferze grozy. Ten człek pytał mnie czy Seweryn Krajewski jeszcze śpiewa. Gdy powiedziałem, że tak wyraźnie się ucieszył. Powiedział, że to muza z jego młodości. Podśpiewywał nawet kilka szlagierów Czerwonych Gitar. Stwierdził, że Pikn Floyd, Czerwone Gitary, The Doors, Rodowicz to muzyka jego młodości i później nic lepszego nie powstało. Miło się zrobiło gdy do jednego kosza wrzucał taki zestaw wykonawców :-)

Na godzinę przed odpłynięciem promu (pływają co 2 godziny od bladego świtu do późnej nocy) otworzono kasy. Tłum czatował na ten moment już pół godziny wcześniej. Ja nie dałem się ponieść emocjom, odczekałem aż wszyscy kupią i bez tłoku nabyłem bilet dla siebie (160 rubli) i na motocykl (402 ruble) co dało razem kwotę około 55 złotych. Potem odprawa pod czujnym okiem surowych pograniczników, wśród których prym wiodła kobieta. Gdy jeden z kierowców najechał na linię oznaczającą miejsce zatrzymania się do kontroli ostrym głosem zmusiła go do cofnięcia się dobre pół metra. Porządek i hierarchia muszą by respektowane.

na promie

na promie

Wśród aut widoczne Porsche znikającego kierowcy.

na promie

I już jestem po drugiej stronie. W tle widoczny brzeg rosyjski.

na stronie ukraińskiej

Odprawa po stronie ukraińskiej przebiega w nerwowej atmosferze, ale jest dość sprawna. Każde auto opuszczające teren portu musi przejechać przez uruchamiane automatycznie spryskiwacze. Co tam aplikują? Tego nikt nie wie, ale też nie ma jakiejkolwiek informacji. Ja postanowiłem nie dać szans temu urządzeniu. Gwałtowne przyspieszenie tuż przed i zaczęło psikać gdy byłem już po drugiej stronie.

Odprawy mimo, że sprawne zajęły jednak ze dwie godziny. Z portu ruszyłem już o zmroku i sto kilometrów do zaplanowanego noclegu przejechałem po ciemku. Kręte drogi z wieloma zakrętami, zjazdy i wjazdy, linia na drodze ledwo widoczna lub czasami jej kompletny brak, asfalt zlewający się z poboczem... słowem same atrakcje. Jechałem jednak z miłą świadomością, że wiem dokąd zmierzam. Moim celem była wioska Semisotka, którą poznałem podczas wyprawy na Krym w 2010 roku. Już ciemną nocą rozbiłem namiot i po herbatce chwila refleksji pod rozgwieżdżonym niebem i wpakowałem się do śpiwora.

>> dzień 13