dzień 13: Mikołaiv (Ukraina)

Mam szczęście do pogody. Codziennie wita mnie piękne słońce gdy wysuwam głowę ze skoprupy.

poranny gość

Tak jest i tym razem.

biwak o świcie

Wspomnienie z poprzedniej wizyty na Krymie - lemoniada Krym. Smakuje wybornie.

lemoniada Krym

Na chwilę trzeba porzucić romantyczne widoczki oraz smakowite wspomnienia i czas zająć się motocyklem. Od wczoraj podzwania kolanko i odkręca się nakrętka. Okazało się, że uszczelka zredukowała swoją grubość do postaci kartki papieru, przez to powstał luz i kołnierz kolanka ukruszył się pogłębiając kryzys. Przeszukuję "składzik" części pod siodłem w poszukiwaniu materiału na dodatkowy pierścień którym można byłoby docisnąć kolanko wsadziwszy go pod nakrętkę.

magazyn części

W między czasie zaparzam herbatę. Przyjemnie jest serwisować motocykl na łonie przyrody popijając mocną i dobrze osłodzoną herbatę.

poranna herbata

To źródło kłopotów z wydechem.

pęknięty kołnierz i sklepana uszczelka

A to pierścień z linki hamulca nożnego.

pierścień dopychająco-uszczelniający

Po dokręceniu nakrętki kolanko trzyma się mocno i pewnie. Pakuję graty, myję ręce pastą i rosą. Ruszam w kierunku Arabatskiej Sriłki. To magiczne miejsce, do którego postanowiłem wrócić przed trzema laty. Po drodze odwiedzam, również w celu zrobienia zakupów, sklep w Semisotce. Niestety tego dnia była w nim inna załoga niż poprzednim razem.

znajomy sklep

Znajoma droga w kierunku Solnego.

droga ku Striłce

I już na miejscu. Zeszłym razem zatrzymałem się na samym środku. Tym razem biwakuję kilka kilometrów za Solnym. Równie pusto i równie pięknie.

tego mi trzeba było

Skromne, ale piękne :-)

roślinność

Kąpiel w Morzu Azowskim - temperatura wody ponad dwadzieścia stopni. Przy okazji robię małe pranie.

pranie

Pół dnia lenistwa. Wsuwam się do śpiwora i w cieniu motocykla przysypiam przy szumie fal i wiatru. Bajka!!!

lenistwo na plaży

Odwiedzają mnie ukraińscy motocykliści. Podjechali by sprawdzić czy nie potrzebuję pomocy.

koledzy motocykliści

Po południu decyduję, że dość lenistwa. Gotuję zupkę, herbatę, pakuję wszystko na motocykl i w drogę. Osiemdziesiąt kilometrów szutrów. Jedzie się tak wspaniale, że zapominam o robieniu zdjęć. Dookoła stepy i pola uprawne poprzecinane kanałami, równy szuter, wiatr, słońce, kompletna pustka - sam smak motocyklizmu :-)

Na fotce końcówka drogi zepsuta asfaltem. Też "niczegowata", ale to już nie to samo.

droga na Krymie

Wszystko pokryte pyłem. Motocykl wygląda jak po przejechaniu Sahary.

zakurzone bagaże

No i mimo późnego startu ujechałem ponad 400 kilometrów. Wstępuję do hotelu, w którym nocowałem podczas poprzedniej wyprawy. Ciepły prysznic to frajda niesamowita po tylu dniach biwakowania na dziko. W zeszłym roku kombinowałem żeby stąd dolecieć do Żaby jednym skokiem. Dziewięćset kilometrów to nie jest mało, ale jest to możliwe. Wtedy kłopoty z iskrownikiem i brak jasnych okularów stanęły na przeszkodzie. Może uda się tym razem? Zobaczymy jutro.

To widok hotelu od strony podwórka, na którym pod kluczem noc spędza Junak.

znajomy hotel


>> dzień 14