dzień 14: Żaba (Polska)

Nocleg w hotelu więc odpada zwijanie obozu. Już w pierwszych promieniach słońca o godzinie piątej jestem w siodle.

poranek w trasie

Pola, urozmaicony teren, znajome miejsca - chce się żyć.

przez Ukrainę

przez Ukrainę

Tu jakieś spore instalacje energetyczne.

linie wysokiego napięcia

Po chwili wszystko jasne - niebezpieczna energetyka. Brak kominów, bez spalin, za to z wykorzystaniem energii atomowej. Czy to aby na pewno bezpieczne?

energetyka wysokiego ryzyka

Atrakcja, którą minąłem trzy lata temu. Okolice Pierwomajska. Teraz jednak pilnuję się i skręcam do muzeum strategicznych wojsk rakietowych.

muzeum wojsk rakietowych

Trzy stopnie, 30 metrów długości, 3 metry średnicy, możliwość wejścia na orbitę, zdolność przenoszenia 10 głowic jądrowych dwa tysiące razy silniejszych niż te, które spadły w Japonii. Słowem groza w czystej postaci.

rakieta

Pod tą osłoną kryją się cztery silniki pierwszego stopnia.



Jak to mogło działać? Żadnych zabezpieczeń kontrówkami. Za to ocechowanie naniesione ludzką ręką.

detal - ręczna robota

A to mniejsza koleżanka. 14 metrów długości, przenoszona przez samoloty Tu "ileś tam" - 2 sztuki pod skrzydłami, jedna w luku. Wyposażona była w głowicę jądrową. Klasa powietrze - ziemia.

powietrze-ziemia

A tu wnętrze silosu sterowania. Jeden pułk rakietowy (było ich do 1993 roku na Ukrainie 186) to jeden silos sterowania i 10 silosów startowych w odległości około 10 kilometrów jeden od drugiego. Silos startowy to 30 metrowy kontener wstawiony w betonowe "ocembrowanie" i zawieszony w jego wnętrzu na amortyzatorach. Od góry przykryty 125 tonową pokrywką. Z tego miejsca sterowało się 10 rakietami pułku. Wszystko zbudowane tak, aby wytrzymać mogło bezpośredni atak jądrowy.

we wnętrzu silosu sterowania

Wejście do silosu z podziemnego korytarza.

we wnętrzu silosu sterowania

Winda łącząca poziomy kontenera sterowania. Jest ich dwanaście. Winda zatrzymuje się na co drugim.

we wnętrzu silosu sterowania

Na tych guziczkach wybierali kod autoryzujący umożliwiający wejście do wnętrza.

we wnętrzu silosu sterowania

Korytarz techniczny z kanałami klimatyzacji. Wszystko działa oprócz urządzeń silosu startowego. Amerykanie zapłacili za ich unieszkodliwienie i przede wszystkim za utylizację rakiet.

podziemny korytarz

Transporter rakiet.

transporter

Transporterowi towarzyszył kolega spomagający go w trudniejszym terenie.

pomocnik transportera

Pokrywka silosu startowego. 125 ton unoszonych w górę w 8 sekund.

pokrywa silosu startowego

Antena satelitarna do sterowania rakietą. Konstrukcja na tyle solidna, aby mogła wytrzymać falę uderzeniową.

antena satelitarna

Po muzeum oprowadzał mnie pan, który pracował w tym miejscu przez 26 lat. Dosłużył się stopnia majora. O urządzeniach wiedział wszystko i chętnie dzielił się wiedzą z jedynym słuchaczem. Bilet to 20 hrywien za zwiedzenie muzeum plus 40 za zjazd na wszystkie poziomy kontenera sterowania.

Syty wrażeń ruszam w trasę Sprzęt sprawuje się dobrze i można mieć nadzieję, że uda się pokonać spory dystans. Nie będę opisywał szczegółów. Należy tylko wspomnieć, że stan dróg na zachodniej Ukrainie jest katastrofalny. Trzy lata temu były tu dziury, teraz na odcinkach dziesiątków kilometrów droga praktycznie nie istnieje. Samochody jadą szutrowym poboczem wzbijając kłęby kurzu. Drogę Winnica - Lwów należy bezwzględnie omijać szerokim łukiem. Podobno warto nadłożyć drogi i wybierać trasę Kijów - Lwów. Ja nie byłem taki mądry i walczyłem z dziurami i wyrwami przez wiele godzin. Namacalnym efektem była wygięta felga.

Gdy słońce stało tuż nad horyzontem, a jedzie się prosto w jego kierunku, nie zauważyłem tablicy oznaczającej teren zabudowany. Milicjanci zauważyli za to mnie i zmierzyli prędkość 76 km/h. Chcieli 300 hrywien mandatu (120 zeta). Ja nie miałem ani grosza. Bajali o konieczności podjechania do miasta do banku. 50 kilometrów tą cholerną drogą to była propozycja wręcz absurdalna. Postanowiłem walczyć. Z portfela wyciągnąłem fotkę z dzieciństwa i zaaplikowałem im opowieść o Junaku odziedziczonym po ojcu. Jednak co słowiańska dusza to słowiańska dusza. Wydaje mi się, że widziałem w ich oczach łzy. Może to wpływ słońca wiszącego tuż nad horyzontem lub kurzu? Tak czy tak puścili mnie wolno bez płacenia.

Do granicy w Rawie Ruskiej dotarłem o północy czyli 900 kilometrów pokonałem w 19 godzin licząc w tym zwiedzanie muzeum. Jeszcze tylko trzy godzinki z hakiem (jakoś tym razem szło wszystko powoli) i jestem w Polsce. Kolejne pół godziny i tuż przed czwartą docieram do Żaby. Jutro (to znaczy dziś) będzie miał do mnie pretensje, że go nie zbudziłem. Rozstawiam namiot i padam zaraz po zapięciu śpiwora.

granica

>> dzień 15