dzień 1&2: Dzikowisko

Tradycyjny start z łoboorki z Krzychem54. Jak zawsze tankujemy żeby nie trzeba było się zatrzymywać po drodze i ogień.



Na stacji pomiędzy Toruniem, a Bydgoszczą dołącza do nas Igor. Ma nieszczęśliwą minę gdy oznajmiamy, że do celu jednym skokiem. Mówi, że nie da rady... ale dał :-) Igor ma oczywiste kłopoty z długimi przelotami, bo pali (płuca nie wytrzymują zbyt długo na świeżym powietrzu), pije kawę (więc potem musi ją...) i przede wszystkim ma tak długie łapy, że krew ledwo dopływa do ich końców bez zmiany pozycji. Na tę ostatnią okoliczność opracował sposób polegający na prostowaniu kolejnych kończyn, co warto zobaczyć w naturze!!!

Mimo lekkich opadów na Brzozowe Dzikowisko docieramy bez problemów, a tam piękne okoliczności przyrody, zacne Dzikie towarzystwo, muzyka w wykonaniu kapeli, muzyka w wykonaniu Dzików (Gołąb zakasował kapelę wymiatając na elektrycznym wiośle), smalczyk, kiełbaski, pogwarki
... sam smak :-)))

Nazajutrz już prawie wyruszyliśmy na wyprawę, ale złapałem gumę i gromada Dzików Mazowieckich poświęciła się pomagając dzielnie w jej naprawie. Wyprawa pojechała bez nas, a my zwalczyliśmy zapieczoną oś tylnego koła i wymieniliśmy dętkę. Jacek Policjant nienerwowo wyciągnął z kuferka kompresorek, podłączył do gniazda zapalniczki i życie stało się prostsze. Potem małe kółko do sklepu i na pstrągi, i tak doczekaliśmy powrotu Dzików.

Wieczorem dalsza część imprezy. Brzoza przygotował specjalne wydanie koszulek dzikowiskowych z napisem "ekspedycja Krym". Jeszcze wtedy wyglądało na to, że jedziemy razem z PiotremS. Nazajutrz okazało się, że los chciał inaczej :-(

Na zakończenie dnia najwspanialsza część - pożegnanie przed wyprawą zgotowane przez czapter Śląsk. Słów brak... zrzutka części: regler (przydał się bardzo o czym będzie mowa dalej), łańcuch, materiał na uszczelki, Igor dorzucił dętkę, Czaro łyżki. Serdeczności tyle, że opisać trudno... bezcenne

>> dzień 3