Roztocze'13

3 Junaki, 3 junaków
(od lewej Grzegorz, ja i Krzych54)

Moja relacja z wyjazdu wysłana na listę Dzikiego Junaka (zdjęcia w obiektywie Krzycha54):
Melduję się na mecie. Pięć Junaków w piękny słoneczny dzień na Roztoczu - sam smak  Dziękuję Kamratom za wspólny wypad.

Bezsprzecznie pierwsze miejsce należy się Konradowi. Po nocnym powrocie z delegacji kimnął się chwilę i nienerwowo przystąpił do montażu dynama i bagażnika. Samotnie wystartował o 18. Ciemno, zimno, prądy z nowo zamontowanego dynama - szacun za samozaparcie. Śmignął do PiotraSt i już razem dotarli do Bełżca ok 0:30 gdzie czekaliśmy na nich z Krzychem. Grzegorz dokładał do pieca by zmarznięci mogli się ogrzać.

Pierwsze miejsce w kategorii Junak z wózkiem bocznym  dla PiotraSt. Wózek full oryginał z lekko wygniłym tyłem. Ale
wszystko powoli "się zrobi".

Pierwsze miejsce w kategorii przewodzenia stadu Dzików dla Krzycha. On się musi koncentrować, a my za nim jak po sznurku.

Pierwsze miejsce w kategorii "zap...alacz" dla Grzegorza. Krzych jakoś mu dotrzymywał kroku, ja odstawałem.


Pierwsze miejsce w kategorii pechowca dla Grzegorza. Tuż za Kozienicami, przy wyprzedzaniu, z autem na plecach, na mega zatłoczonej drodze wystrzeliła świeca. Potem krótkie holowanko, Junak pozostawiony na stacji i jako pasażer (najpierw ze mną, a potem z Konradem) pojechał do domu. W palnach jeszcze dziś wyprawa busem po motocykl.


Pierwsze miejsce w kategorii "największa fleja techniczna" przypadło mojej skromnej osobie. Od jakiegoś czasu coś porobiło się z paliwem. Przy większych prędkościach przerywał. Wyczyściłem kranik i odstojnik. Myślałem, że pomoże. Nie pomogło. Nie chciało mi się sprawdzić poziomu paliwa, a to było przyczyną kłopotów. W efekcie kilkadziesiąt kilometrów w drodze "tam" pokonałem prowadząc jedną ręką, pochylony nisko nad kierownicą. Drugą ręką naciskałem zatapiacz  W Pizunach podniosłem poziom paliwa i powrót był bezproblemowy.


Na miejscu spotkania z Żabą i jego kamratami, piękna pogoda, przyroda, napotkani ciekawi ludzie, upierdliwi policjanci, palenie w piecu i kuchni, cisza, że aż w uszach dzwoni... Nie ma lepiej.


Junaki o świcie
4 Junaki przed chatą w Pizunach (Konrada, PiotraSt z kolaską, mój i Braciszek Krzycha54). Grzegorza Junak nocował w szopie.

A tak było gdy wyjechaliśmy po nocnych jeźdźców:
Północ, ale widno jak w dzień bo prawie pełnia i bezchmurne niebo, pusta droga, jadę ja, 200 metrów za mną Tatuś, za  Tatusiem policja na szklankach i go dopadli:-)  Acha, jeszcze mi się przypominało, że jechali ciemnym Ladroverem (bez kolorków policji) bo, jak się okazało później, dwa tydźki temu rozbili radiowóz. Tak wyglądał wyjazd do Bełżca po Konrada i PiotraSt.
W Narolu policja działa ostro. Wg słów jednego z kumpli Żaby tak skutecznie łapali rowerzystów, że teraz nikt na rowerze nie śmie śmignąć. Takie to Panie dranie. Z dokładniejszej relacji wyszło, że czepiali się promili zawartych w tych rowerzystach. Z jeszcze dokładniejszej relacji wyszło, że tam nikt trzeźwy na rower nie siadał   Żabę drapnęli gdy na ryneczku przestawiał auto spod jednego sklepu pod drugi i nie przypasał się. 200 złociszy i 4pkt mu wlepili. Słowem silni, zwarci i gotowi. My z Krzychem nie stanęliśmy na stopie. Pusto kompletnie, zakręt o 90 stopni, zrzuciłem na luz i toczyłem się z 2-3 na godzinę. Krzych spodziewam się, że tak samo. No ale fakt faktem nie stanęliśmy. Gdy go już dopadli zawróciłem ratować Kamrata. Pytam wesoło co przeskrobał, a oni, że ja też przestępstwo popełniłem. Nie wiadomo czym by się to skończyło, ale zobaczyli jakieś auto na przeciwmgielnych (mgły nie było), nas puścili i zajęli się kolejną ofiarą. Myślę, że nie wyczuli od nas zapachu tego za co łapali rowerzystów i stracili zainteresowanie :-)

Krzych dzwonnik
Krzycho dzwonnik

jesienne klimaty
Jesienne klimaty