2013 - podsumowanie

   Sezon 2013 dobiega końca. Zaczął się stosunkowo późno (druga połowa kwietnia), ale łaskawa pogoda do początków grudnia jeszcze sprzyja wyjazdom. Powoli należy szykować się do snu zimowego. Oby przerwa była jak najkrótsza.
przebieg 2013

W 2010 roku zrobiłem rekonesans na Krymie i tak mi się tam podobało, że na 2011 planowałem
kółeczko wokół Morza Czarnego.   Przeszkody domowe zmusiły mnie do zmiany planów najpierw z wiosny na jesień i dalej na kolejny rok. W 2012 też się nie udało (w ramach pocieszenia byłem na Monte Cassino). Na szczęście co się odwlecze to nie uciecze. 25 kwietnia wyruszyłem w trasę dookoła Morza Czarnego.

morze czarne

   W dwa tygodnie po powrocie z wycieczki dookoła Morza Czarnego razem z Krzychem i Kosmą wyrwaliśmy się na zlot oldtimerów w duńskim Gråsten. Była to okazja do spotkania z "zagraniczną" reprezentacją naszego bractwa Junakowców, a mianowicie z Wikingami, czyli Otylią i Krzychem, oraz Andrzejem "Picolo". Oczywiście sami wystawiliśmy nasze Junaki i obejrzeliś›my setki aut i motocykli. Po drodze odwiedziny u Styby, Brzozy (nocleg w drodze tam i obiad przy powrocie), nocleg u Janka w Morzyczynie, odwiedziny u mamy Kosmy... Oczywiście atrakcją samą w sobie było pokonanie ponad dwóch tysięcy kilometrów. A wszystko to w nieco ponad trzy dni. Takie przygody zwykłem byłem nazywać określeniem: "sam smak motocyklizmu".

Grasten
   Pomiędzy wyprawami (niestety nie ma ich zbyt wiele) śmigam po Warszawie. Zazwyczaj Junak budzi pozytywne emocje, ale bywa i tak (uwaga tekst dla publiczności powyżej 18 lat):

   Jechałem w piątkowe popołudnie przez miasto. Ruch, jak to bywa o tej porze, znaczny. Przede mną za 150m skrzyżowanie z czerwonym światłem. Zwalniam do 60km/h żeby zgrabnie wbić się pomiędzy rzędy aut. Za mną "kangus" omalże trykający mnie w tylny błotnik. Znalazł lukę z prawej, wyprzedził, zjechał drogę i gwałtownie zahamował. Zdarza się. Już, już chciałem płynnym balansem ominąć przeszkodę z prawej i muskając lusterka wniknąć w wąska ścieżkę między autami, ale coś mnie podkusiło i postanowiłem zobaczyć twarz tego zawadiaki. Lekkie pchnięcie kierownicy lewą ręką, przeciwskręt, hamownik i już jestem po jego lewej stronie. Okno otwarte, czerstwa twarz szofera, zwężone oczy, chrapliwy glos: "Ty pie...lony ch..u, je...y kuta..e ...." Przyznaje, jestem bydlę. Zamiast odjechać wdałem się w dyskurs: "Ależ Pańscy rodzice musieli popełnić znaczne błędy wychowawcze skoro posługuje się Pan takim słownictwem.". W odpowiedzi "Ty je...y ch..u pie...lony...". Twarz mojego rozmówcy przybiera barwę baku Junaka Kamrata Kalosa. Dokładam do pieca: "Widzę, że w szkole nauczyciele też nie potrafili zaszczepić w Panu umiłowania do literackiego języka." Piana, zamierający skowyt i w ostatniej chwili (światła w między czasie zmieniły się) "Ty franco pier...lona!!!!". Fakt, jestem franca. Ale żeby zaraz taka?

   Junaka wykorzystuję nie tylko do turystyki. Tym razem zawiózł mnie w delegację do Zielonej Góry, Chorzowa i Jastrzębia-Zdroju. W drodze powrotnej Dzikowisko. Razem coś około 1500km. - nie ma lepiej :-)

w delegację i na Dzikowisko

   We wrześniu wyprawa z Kamratami Krzychem i PiotremS na zlot niemieckiego odłamu grupy motocyklowej Dziki Junak w Herreden. Trzy i pół dnia, 1820km, w tym powrót 840km jednym skokiem w czasie 15 godzin.

Herreden

 

   Trudno wysiedzieć w domu. 18 pażdzernika z Krzychem i GrzegorzemW skoczyliśmy do Pizun na Roztocze. Wyjazd w piątek. W sobotę w piękny słoneczny dzień wycieczka po okolicach i podziwianie bajkowych kolorów. O północy dołączyli Konrad z PiotremSt. W niedziele powrót przez Wysokie gdzie mieszka Piotrek, obiad w Kazimierzu Dolnym i przez Kozienice powrót do domu.

Roztocze 2013

   Koniec października - j esienne klimaty podziwiane z siodła Junaka. Sezon powoli ma się ku końcowi :-(  Z drugiej strony jeszcze tylko dwa miesiące i nowy sezon :-)
jesienne klimaty

W czerwcu przekręcił się licznik pokazując 00000km, a w końcu października pokazało sie 10.000km  W ciągu sześciu lat przejechałem 110.000km :-)
110.000km

   Po koniec listopada wybrałem się wraz z Krzychem do Rzeszowa, aby pogadać o szczegółach i skorzystać z zaproszenia przejechania się legendarnym motocyklem. Pogoda jak na końcówkę sezonu znakomita. Droga "tam" w promieniach słońca, obiad na rynku w Sandomierzu, widoki jesiennych krajobrazów... nie ma lepiej. Powrót nocą w promieniach Księżyca, lasy, lekka mgiełka, zając trafiony przez Krzycha, dzik, duży pies lub kobieta w futrze na drodze, wycięte zęby iskrownika... nie ma lepiej :-)

Krzych przytomnie dokumentował naszą wyprawę i w jego galerii można zobaczyć jak to było.

trasa - około 640 km

trasa do Wulkana
   Przygoda motocyklowa to nie tylko jazda. Spotkania z Kamratami są równie przyjemne. 14 grudnia spotkaliśmy się "po cywilnemu" w gronie czapteru Mazowsze. Obecność naszych "firanek" sprawila, że atmosfera była prawdziwie rodzinna. Opowieści, wspomnienia, łamanie opłatkiem, życzenia... nie ma lepiej :-)
spotkanie grudniowe

 spotkanie grudniowe

W połowie grudnia zdawało mi się, że sezon się kończy. Pogoda sprawiła prezent- smigałem do świąt. W sumie w 2013 roku przejechałem 25.050km :-)  Tu na Placu Zamkowym w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia składaliśmy sobie z nieznajomymi motocyklistami życzenia dobrego kolejnego sezonu.
choinka 2013