końcówka sezonu

Sygnały zbliżającego się końca sezonu? Taki mail przesłałem w połowie listopada na listę Czapteru Mazowsze Dzikiego Junaka:

Kamraci!!! Nie mogę dojść do ładu z moim Junakiem. Nie jedzie, coś w nim rzęzi. Obejrzałem iskrownik. Przy okazji wyszło, że jeden z kołków (ośka ciężarka) przyspieszacza lata dość luźno więc na szybko wymieniłem iskrownik ustawiając oczywiście zapłon.  Przeczyściłem gazior i ustawiłem poziom paliwa. Przy okazji wyszło, że był za niski. Ściągnąłem głowicę, rozpiąłem zawory. Myślałem, że może któraś sprężyna pękła.  Sprężyny ok, szczelność ok. Za to zawór wydechowy mocno lata w prowadnicy i gniazdo zapadnięte. Pewnie to jest powodem ekstra hałasów. Dotarłem i pozapinałem zawory. Nic nie przepuszczają. Przy okazji ściągnąłem cylinder. Luzów na korbie nie stwierdziłem. Z pierścieniami szału nie ma, widać że trochę oleju wędruje na górę, ale też nie ma tragedii. Wymieni się na zakończenie sezonu.

Po tych wszystkich sprawdzeniach i regulacjach powinien palić już na mój widok, przyspieszać gdy tylko znajdzie lukę między samochodami o szerokości minimum 741 mm i bez proszenia osiągać 90km/h (tyle chyba wolno jeździć w Warszawie, przynajmniej patrząc po samochodach). Powinien a nie chce. Gdy jadę 70 i odkręcę przepustnicę na max w silnika dochodzi uuuuuuu i nic się nie dzieje. Dochodzi na dłuuugich prostych max do 85 i więcej nie chce. Na wolnych obrotach raz rozkręca się, by w chwilę po tym czknąć i zejść z obrotów aż do gaśnięcia. Jedyne co mi przychodzi do głowy to ten nieszczęsny zawór wydechowy. Wyraźnie przesyła mi sygnały, że koniec sezonu. A tu pogoda jak (jak na listopad) marzenie i śmigać się chce. Wulkan zaprasza na próby 600'tki. Same pokusy.

Gdyby ktoś miał ma półce sprawną głowicę i mógł pożyczyć na jeden dzień sprawdziłbym przynajmniej czy niepokojące stuki z silnika to wina luźnego zaworu. Może przy okazji coś by się wyjaśniło w brakiem witalności. Stop, Stop, nie ściągać z motocykli!!! Jak nie ma to i tak głowica musi powędrować do regeneracji więc tak czy tak sprawdzę co jest grane.

Po kilku dniach znalazłem przyczynę. Wstyd, że nie wpadłem na to od razu ;-(   Otóż przepustnica w gaziorku była wyrobiona. Ślady jakby pazurami po niej drapał duży drapieżnik. Kiedy Damian walczył z gwintem w mojej głowicy (ratował zerwany gwint) poskarżyłem się, ot tak dla podtrzymania rozmowy, a Damian natychmiast pogrzebał w jednej z tysiąca skrytek, wyciągnął nówkę nieśmiganą i mi podarował. Nazajutrz wmaśliłem ją do gaźnika. Jak ona cudownie współpracuje z korpusem, jak aksamitnie się przesuwa bez śladu luzu. Słowem luks.

Nie sprawdziłem tylko, że ma inny kąt podcięcia niż moja oryginalna i te głupie 5 stopni więcej spowodowały, że wyjście z wolnych do średnich stało się problemem. Przy szybkim ruchu przepustnicą gasł, prychał, kichał, przerywał. Gdy robiło się to delikatniutko jakoś się wkręcał bez obciążenia. Z obciążeniem szarpał, gubił takty i dopiero od 50/60 jakoś szedł.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Przy okazji sprawdziłem głowicę, sprężyny, zawory, luz na korbie, ustawiłem zawory, ściągnąłem iskrownik (wykryłem luz ośki ciężarka), gaźnik (wykryłem za niski poziom paliwa), a zupełnie gratis przy okazji naciągnąłem łańcuch, uzupełniłem olej w silniku, skrzyni i sprzęgle... słowem wykonałem wiele czynności których normalnie nie wykonuję zbyt często :-)

Damian przy pracy nad moją głowicą