szóstka w totolotka

W majowy świąteczny poranek odpaliłem Junaka i wyruszyłem w ślad za rodzinką na działkę. Droga wiedzie niedaleko orbity Księżyca(*). Jednak nie chcąc narazić się ukochanej żonce wyruszając postanowiłem nie prowokować losu tylko jechać prosto do celu. Ale czy to chęć zobaczenia Krzycha, czy też przyzwyczajenie dość, że zamiast w prawo na most dałem w lewo i po 5 minutach już widziałem bramę Księżyca. Przy wyjściu z zakrętu na ostatnią prostą do lądowania i wrzucaniu trójki usłyszałem nagły zgrzyt, pisk zablokowanego koła i... koniec trasy.  Skrzynia zablokowana na amen ani drgnie. 40 metrów od bramy!!! Po chwili witałem się z Krzychem. Wzięliśmy taczankę pod pachę i Junak na dodatkowych kółkach miękko wylądował tuż obok łoboorki. Dalej to już standard. Ja rozkręciłem skrzynkę, Balzaczek zaparzył herbatę, pogadaliśmy z Leviskiem, Krzych przyniósł skrzynkę kółek i wodzików i jakoś poszło.

Oceniam mój fart na  większy od szansy trafienia 6 w totolotka. Mogło to się zepsuć wszędzie np. podczas wyprawy na Monte Cassino, ostatniego wypadu do Jastrzębia Zdroju, gdzieś na mieście, a padło na Księżycu!!! I tak spędziłem wspaniały dzień w towarzystwie Kamratów. Na działkę też dojechałem. Pomogłem teściowi naprawiając kosiarkę i cieknący kran, rozegraliśmy 3 roberki w brydża - dalsza część fartu - wygrałem wszystkie trzy i ciemną nocą wróciłem do domu. Sam smak motocyklizmu :-)))

Skrzynia subtelnie dawała znać, że coś jej dolega od kilku dni. Na trójce po puszczeniu gazu motocykl silnie hamował silnikiem, ale tylko na zimnym więc nie skojarzyłem od razu co i jak. Na koniec nie chciał się rozpędzać na trójce. Lewy wodzik okazał się mocno wydarty, a koło trójki lekko szczerbate. Na dodatek nie znalazłem w skrzynce śladu po wykruszonym zębie. Cudy!!! Oprócz tego żadnych dostrzegalnych powodów wystąpienia awarii. Po wymienieniu wodzika, koła i złożeniu całości wszystko pracuje jak należy i tego się będę trzymał.

(*) Księżyc, miejsce inaczej zwane księżycową łoboorką, to siedziba firmy Krzycha Yalo  gdzie z Gangiem Olsena, jak pieszczotliwie nazywamy jego załogę, robi samoloty, ślizgacze, łódki żaglowe, motocykle, sztuczne horyzonty... Ale przede wszystkim to miejsce gdzie praktycznie o każdej porze spotkać można Kamratów z Dzikiego Junaka, wpaść na pogaduszki, pospawać, wytoczyć, naprawić, rozpalić grilika, napić się soczku. Nie ma lepiej. Ulica Księżycowa na terenie Aeroklubu co tłumaczy nazwę tego niezwykłego miejsca :-)