dni 4, 5, 6: Rzym

autostrada w sam raz dla Junaka, okrążam Rzym, arie na kempingu, rodzinka spadła z nieba, wesołe rentacary, Rzym straszy i zachwyca

Rano pakowanko, pól godziny na leżaku na plaży i ruszam do Rzymu. Po drodze nic szczególnego oprócz pięknych widoków, starej autostrady, i bocznych dróg. Taka stara autostrada jest dużo lepsza dla Junaka od nowych. Co prawda jest na niej ograniczenie do 110 km/h, ale to dla Junaka nie jest dużym problemem. A co? Mogę nawet wolniej. Najlepiej 85-90 km/h. Nie trzeba płacić no i stres jest zdecydowanie mniejszy. Jak coś się stanie to często są zatoczki z kupą śmieci. Nikt tam nie dba o czystość oraz o bezpieczeństwo :-)

na starej autostradzie

Bez przygód docieram do Rzymu. Na obwodnicy ruch, jak to mówią "jak na Marszałkowskiej". Wszyscy pędzą na złamanie karku. Jednemu to się prawie udało. Na poboczu leży pół skutera (chyba tył) i, na szczęście w jednym kawałku, pechowy kierowca. Obok zatrzymało się auto serwisu autostrady więc nie angażuję się w akcję i lecę dalej.

Znajduję kemping, na którym od jutra mam zarezerwowany domek dla całej mojej rodzinki www.ecvacanze.it Sprawdzam czy z rezerwacją wszystko gra. Ja pytam o bungalow, a miła pani mówi, że ma dla mnie szalet. Mimo nieatrakcyjnej nazwy okazuje się to całkiem udanym lokum. Pierwszą noc spędzam w namiocie. Taniej i jak się okazało po zmierzchu całkiem przyjemnie. Obok stał namiot obrośnięty kempingową infrastrukturą (stolik, ławeczki, parasol, oświetlenie...) wskazującą, że stanowi mieszkanie na dłużej, a w nim para Rosjan. Wieczorem włączyli muzykę. Repertuar klasyczny z nastawieniem na operę. Chwilę posłuchali w milczeniu po czym zaczęli śpiewać nie gorzej niż mechaniczni wykonawcy. Dwie godziny darmowego koncertu było bezcennym środkiem na uspokojenie i spokojny sen.

na kempingu przy Via Aurelia

Nazajutrz przylatuje cala moja rodzinka i zaatakujemy Rzym. Zamiast hotelu za 500 Euro wybraliśmy domek na kempingu, a niebagatelna roznice w cenie obiecalem towarzystwu przeznaczyc na pamiatki. Chetnie sie zgodzili ;-)  Auto wypożyczyliśmy u wesołej i kontaktowej ekipy z www.fireflycarrental.com  Wszystkie inne wypożyczalnie na lotnisku Ciampino zorganizowały się i mają wspólny autobus dowożący klientów z lotniska do ich siedzib. Do naszych trzeba zadzwonić i pojawiają się po 5 minutach. Kierowca zaproponował żebym jechał za nim motocyklem. Na wszelki wypadek spytałem czy trudno do nich trafić. Odrzekł, że jeżeli on trafia to wszyscy trafią, co mnie oczywiście uspokoiło. Po drodze rozmawiał z kolejną klientką. Nieco go zdenerwowała nie potrafiąc opisać gdzie stoi. Nakazał jej nie ruszać się z miejsca i obiecał, że sam ją znajdzie. Rutynowo spytał o nazwisko w celu weryfikacji rezerwacji. Po usłyszeniu odpowiedzi odczekał kilka sekund żeby wydawało się, że sprawdza w bazie (prowadził auto i nie miał żadnych możliwości ani chęci żeby to zrobić) i potwierdził, że wszystko jest ok. Koleś za biurkiem już o nas wiedział. Autem miał być Ford Mondeo. Prowadząc mnie na parking przeprosił i powiedział, że takiego nie mają, ale za to mają Porsche Cayenne. Gdy doszliśmy przeprosił jeszcze raz i wręczył kluczyki do vana Nissana. Cały czas uśmiechał się tak promiennie, że nie mogłem mieć do niego pretensji. 

nasz szalet

Przylatuja o 15, a w miedzy czasie jade nad morze poplazowac i do Anzio rzucic okiem na okolice gdzie 70 lat temu alianci zrobili desant. Gdyby desant ten przerodzil sie w zdecydowany atak byliby w 24 godziny w Rzymie i niemiaszkowie musieliby wycofac sie spod Monte Cassino. Glownodowodzacy niemieckimi dzialaniami we Wloszech feldmarszalek Kesserling pisal we wspomnieniach, ze nie mogliby im w tym przeszkodzic. Churchil napisal; "Myslalem, ze rzucamy na plaze dzikiego kota, a to sie okazal wieloryb". Niektore zrodla oceniaja, ze decyzja o niepodejmowaniu operacji zaczepnych podjeta byla przez generala Clarka dowodzacego 5 Armia, ktory ze swoimi zasadniczymi oddzialami chcial "osobiscie" przelamac opor i wkroczyc do Rzymu. Tak sie stalo, ale kilka miesiecy pozniej i kosztowalo to dodatkowych kilkadziesiat tysiecy ofiar, Ot polityka.

Ide ubierac sie i w droge. Pogoda jak to we Wloszech (kiedy jestem tu Junakiem) - szaro, dosc chlodno, popaduje i tylko chwilami się przejaśnia. Jutro ponoc ma byc slonce. 

nad morzem Tyrreńskim
Junak nad morzem Tyrreńskim

jeździec nad morzem Tyrreńskim
jeździec nad morzem Tyrreńskim

Jeszcze tego samego dnia wbiliśmy się na Zatybrze. 

na Zatybrzu



widok na Rzym

Zapowiadane słonko pojawiło nazajutrz się od rana i przyświecało przez cały dzień. Ale najpierw trzeba było dostać się do miasta. Jedziemy do jednej z ostatnich stacji metra. Samochodów tyle, że więcej nie widziałem na giełdzie w Słomczynie. Na dodatek zachowują się dość nieprzewidywalnie, parkują na każdym wolnym skrawku i pokrywają szczelnie całą okolicę. Ania, która jako świeżo upieczony kierowca cały czas ma ochotę na prowadzenie auta po powrocie stwierdziła, że była szczęśliwa, że to nie ona siedziała za kierownicą. Mnie pomagała świadomość, że wykupiłem pełne ubezpieczenie. Ostatecznie wypuściłem towarzystwo koło stacji, a sam udałem się na poszukiwania wolnego miejsca. 

skutery rządzą
skutery rządzą

zwiedzanie

Wszędzie jakieś starocie. Powyżej ruiny (na drugim planie), a poniżej coś dla Wodza Dzikiego Junaka - aparaty wszelkiej maści.

starocie

Co tu dużo pisać. Rodzinka, Rzym, słońce, zabytki, lody, cienista knajpka... nie ma lepiej!!!

odpoczynek przy stole

>> dni 7, 8 i 9