dzień 11: Bari

baba z wozu koniom lżej, murzyńskie wioski, brzydkie i piękne strony, ten nie zna życia kto nie służył w marynarce

Dziś rodzinka odlatuje do domu, Osa z Ascetą biorą kurs na Wiedeń, a my z Krzychem i Qubą rozpoczynamy wyprawę w nieznane. Jeszcze ostatnia wspólna fotka...

pożegnalna fotka

... i ruszamy w kierunku Bari gdzie planujemy zaokrętować się na prom do Ingumenitsy w Grecji. Początkowo mijamy sporo miejscowości tonących w brudzie materiałnym (wory, worki ze śmieciami, kupy śmieci i śmieci fruwające luzem...) oraz w brudzie moralnym (panie przy drodze we wszystkich odcieniach, jedna tak czarna, że aż fioletowa zwróciła szczególnie moją i Quby uwagę oczywiście jedynie jako ciekawy typ ludzki).

Po minięciu Neapolu i okolicznych gór wjeżdżamy w przepiękną okolicę. Łagodne pagórki porośnięte trawami ciągną się po horyzont. Przez wiele kilometrów żadnych miejscowości i innych śladów działalności człowieka oprócz drogi którą jedziemy.

gdzieś na południu Włoch

Jesteśmy zauroczeni tą okolicą. Wydaje się, że nie trzeba lepiej. Na szczęście to była drobra przygrywka do tego co zobaczyliśmy dalej, ale nie uprzedzajmy wypadków. Niestety mój aparat nie jest w stanie złapać rzeczywistego piękna w całej krasie. Liczę na fotorelację Kamratów. Tu Quba rozgląda się z zachwytem po okolicy.

Quba na płocie

A tu odpoczywamy w gaju oliwnym. Krzych jako ekspert od spraw gospodarki i turystyki włoskiej mówił, że ta okolica to zagłębie oliwkowe niczym Grójec słynący z sadów jabłoniowych.

odpoczynek wśród oliwek

Tego dnia nie mogliśmy sobie pozwolić na beztroskie postoje, wylegiwanie się na trawie czy też na gapienie się na stojące przy drodze panie, zresztą i tak nie w naszym guście, gdyż prom nie poczekałby na nas. Odpływał o 20, a wcześniej trzeba było kupić bilety i zaparkować Junaki w garażu. Wszystko poszło jak po sznurku i przed siódmą zameldowaliśmy się na nabrzeżu.

nabrzeże promowe w Bari

Jeszcze tylko zakup biletów... jeździec na decku plus pojazd za 92 eurosie lub za 84. Wszystko zależy od...  nie, nie napiszę od czego. Pytajcie o to Krzycha :-)

terminal promowy w Bari

... i parkujemy w brzuchu potwora morskiego. Takie pojazdy prawdopodobnie pierwszy raz zawitały na tej linii promowej.

garaż na promie

Krzych relaksuje się po przygodzie z biletami (zapytajcie go o co poszło). Czy niewyraźna mina to wina źle nastawionej ostrości w aparacie, piwa, biletu czy zmęczenia?  Przed nami ciężka noc w barze. Jako prawdziwi Junakowcy około północy padamy gdzie kto siedział. Krzych na fotelu, na którym widzicie go na fotce, z kręgosłupem wygiętym w chińskie osiem. Quba na dwóch zestawionych fotelach i tylko mnie chciało się wyciągnąć śpiwór i ułożyć na dywanie. Palące się światło, gadający sąsiedzi, chodzący ludzie... wszystko to nie przeszkodziło mi w smacznej drzemce. Prom dopływa o szóstej rano. Więc około piątej trzydzieści przez megafony ogłaszają pobudkę. Tyle, że to dla nas czwarta trzydzieści bo przekraczamy nie tylko morze Adriatyckie, ale i strefę czasową. Słowem trzeba będzie dospać w siodle.

Krzych relaksuje się po przygodzie z biletami


>> dzień 12