dzień 12: gdzieś w Grecji

pierwsze zachwyty, pomyliłem drogi, szukamy skrótu, dolina Muminków, pokręcone drogi, na szczycie, niech żyje nam rezerwa, zabawa w Indian

Skończyły się Włochy, skończyło się morze i z brzucha morskiego potwora wyrzuceni zostaliśmy na brzeg w Ingumenitsy.

Ingumenitsa

Nie dla nas nudne autostrady. Wybieramy drogę przez góry. Quby gps o Grecji nic nie wie. Kupujemy mapę i wytyczamy pierwszy odcinek. Ja podejmuję się pilotowania wycieczki. Jak się za parę godzin okaże był to wybór ze wszech miar słuszny gdyż tak dokumentnie pomyliłem drogę, że zorientowaliśmy się po dobrych kilkudziesięciu kilometrach. Ale to będzie około południa. Na razie jest ranek. Nieco mglisty, ale ciepły. Tankujemy paliwo do baków, kawę do żołądków i ruszamy w grecki interior.

greckie góry

Jeden plan, drugi, trzeci, czwarty... dech zapiera. Na drodze pustki, wiosek niewiele, można się napawać widokami do woli.

greckie góry

I jeszcze taki widoczek :-)

greckie góry

Gdy przejechaliśmy to pasmo gór i zjechaliśmy do miasta żałowaliśmy, że najpiękniejsze landszafty za nami. W miasteczku moja zazwyczaj dobra orientacja w terenie zawiodła. Czy to wina greckich literek na mapie i znakach, czy też zmęczenie miało coś do tego? Dość, że przyjąłem kurs z błędem 90 stopni ;-) i kursem tym polecieliśmy duże kilkadziesiąt kilometrów. Jedząc śniadanio-obiadek jeszcze o tym nie wiedzieliśmy. Herbatka, kawka, kanapki, jakaś puszka, ot niewyszukane, ale sycące dania. W między czasie opadły mgły i zrobiło się bardzo ładnie i ciepło. 

Zorientowawszy się w pomyłce postanowiliśmy nie wracać po śladach tylko wybrać lokalną drogę wiodącą przez góry. Oglądając uważnie mapę znaleźliśmy dróżkę wiodącą do ośrodka narciarskiego w sercu gór i dalej na drugą stronę pasma. Jej odnalezienie nie było sprawą łatwą. Pytani o drogę lokalesi zalecali objechanie gór z lewa lub z prawa, ale serdecznie odradzali pchanie się w środek. Ostatecznie jeden z nich machnął ręką wskazując na niedaleką wioskę na zboczu góry i powiedział, że droga zaczyna się gdzieś tam. Wioskę zapamiętałem bo gdy ją mijaliśmy kilka minut wcześniej zastanawiałem się jak mieszkańcy docierają do najwyżej położonych domów. Teraz mieliśmy okazję przekonać się o tym osobiście. Za ostatnią komórką, gdy wydawało się, że nie ma już nic dalej droga kilkoma serpentynami uwolniła się od wioski i powędrowała w dzicz.

Quba rzucił okiem do baku i stwierdził, że zupki nam wystarczy. Z mapy wynikało, że mamy do pokonania coś około pięćdziesięciu kilometrów. Wąski asfalt, zakręty, serpentyny, przepaściste doliny, ośnieżone szczyty... Quba nazwał to miejsce Doliną Muminków. Na zdjęciu po drugiej stronie doliny można zobaczyć dalszą część naszej drogi.

droga z w górach

Dno doliny dobre 500 metrów pod nami.  Muminki...

droga w górach

... i Tatuś Muminków.

droga w górach

Mina mówi wszystko :-)

droga w górach

Wspaniałe!!! Tak na oko ze trzydzieści - czterdzieści metrów wysokości. Patrząc po skałach góra musiała przełamać się na pół.

droga w górach

Idziemy się napić czystej wody prosto z tego mega kranu.

droga w górach


droga w górach

Przejechaliśmy już z osiemdziesiąt kilometrów, a końca drogi, ba nawet jej połowy gdzie spodziewaliśmy się znaleźć ośrodek narciarski, nie widać. Jesteśmy coraz wyżej. Mijamy kilka wiosek. Ludzi jak na lekarstwo, a ci, których spotykamy wyglądają na takich, który po raz pierwszy widzą Junaki. Ba nawet białych z dolin ubranych w czarne stroje (to my) chyba od wielu miesięcy nie widzieli. Niektóre samotne zabudowania otoczone wrakami samochodów nieodparcie przypominają Bazę Ludzi Umarłych.

droga w górach

W końcu docieramy do najwyższego punktu. Tu wiosna dopiero się zaczyna. Na rozległych halach krokusy i piękne żółte kwiatki.

droga w górach

Zrzucam kurtkę i wędruję w kierunku zalegających pod szczytem śnieżnych pól.

idę zdobywać szczyty
(fot. K54  >> galeria zdjęć wykonanych przez Krzycha)

droga w górach

2900km od domu na wysokości blisko 2000 metrów.

droga w górach

Umawiamy się, że gdy pierwszemu skończy się paliwo i pozostanie tylko rezerwa stajemy, zlewamy resztki zupy w jeden kociołek i wyprawiamy któregoś z nas w poszukiwaniu pompy. Na szczęście z drugiej strony droga nie była tak wymagająca, a do najbliższej wioski ze stacją mieliśmy ze czterdzieści kilometrów i paliwa wystarczyło.

droga w górach

Stajemy na pierwszym napotkanym cepeenie. Paliwko, soczek i czekolada w nagrodę za pokonanie górskiej trasy. Przy stolikach lokalesi, leniwa atmosfera, ruchu żadnego i pewnie dla tego świąteczna czekolada poczekała na nas.

droga w górach



Gdy dotarliśmy do szerokiej i w miarę prostej drogi tak żeśmy się zapamiętali w jeździe, że zamim żeśmy się spostrzegi zapadł zmrok. Po ciemku trudno wypatrzyć miejsce na dziki biwak. Po dwóch próbach zapuszczenia się w bok od drogi, gdy za każdym razem zainteresowały się nami psy znalazłem moim zdaniem wprost idealne miejsce. Idealne bo za krzaczkami kilkadziesiąt metrów w bok. Krzych patrzył na to krytycznie. Quba nie dowierzał, że z drogi nas nie widać. Zaczailiśmy się za głazem i obserwowaliśmy obozowisko w światłach przejeżdżających aut. Oceniliśmy, że choć reflektory rzucają nieco blaskuna nasz biwak to jednak kierowcy nas nie zauważą. Krzych nie do końca był przekonany i postanowił się zabezpieczyć w swoisty sposób. A jak, to okaże się nazajutrz. Jeszcze szybka kolacja, ząbki, paciorek i spać. Dobranoc.


>> dzień 13