dzień 15: Dolina Niedźwiedzi

dekoracje do filmu katastroficznego, szukamy całego w dziurach, zmieniamy kraj, zmieniamy akumulator, zmieniamy iskrownik, nocleg w Dolinie Niedźwiedzi

Rano rześcy i wypoczęci pakujemy graty. Robię dla Kamratów sałatkę z pomidorów, ogórków, fety, oliwy i co tam jeszcze można znaleźć w sakwach. Do tego grzanki z serem, herbatka, kawka. Żyć nie umierać. Z mapą w ręku kalkulujemy trasę i kilometry. Niestety wychodzi, że zmitrężyliśmy zbyt dużo czasu i robiliśmy zbyt małe przebiegi dzienne. Musimy odpuścić morze Czarne. Walimy prosto do Rumunii.

Kraków

Dróżka do naszego biwaku.

dróżka do biwaku

Po nudnych autostradach wybieramy boczne drogi. Na mapie wyglądają atrakcyjnie. Po pół godzinie osobistych doświadczeń używamy na ich określenie wielu słów powszechnie uważanych za obelżywe. Dziury, wyrwy, garby, rozpadliny. To wszystko można poznać na 50 kilometrowym odcinku, z którego nie ma jak uciec.

dziury

Sprawdzam sprawność swojego procesora. Nie jest dobrze. Przy 40km/h jestem w stanie przeanalizować tor jazdy pozwalający na wyminięcie trzech dziur, ale w co czwartą wpadam. Zawieszenie jęczy. Wszyscy jęczymy.

dziury

Po drodze mijamy dekoracje do katastroficznego filmu. W każdej miejscowości wszystkie budynki dawnej użyteczności publicznej są w ruinie.  Część domów też. Wszędzie obraz nędzy i rozpaczy. Panie premierze Bułgarii jak żyć?

ruiny

ruiny

ruiny

Przygnębiające :-(

Na szczęście docieramy do nieco lepszej drogi i w malownicze okolice.

Bułgaria

Bułgaria

Granica z Rumunią i most na Dunaju. Ozdobne pylony stały tu majestatycznie zanim urodził się Krzysztof. 

granica

Jeszcze most i jesteśmy w Rumunii.

granica

Skończyła się nam Bułgaria i napoczynamy Rumunię. Zaraz za granicą Krzych musi reanimować iskrownik. Po półgodzinnej walce postanawia wymienić go na zapasowy. W tym czasie Quba prowadzony przez lokalnego harleyowca udaje się na poszukiwanie akumulatora. Jego, mimo dobrego ładowania ma napięcie rzędu 8V. Po godzinie mamy wymieniony iskrownik i akumulator i możemy ruszać w drogę. Szkoda, że nie mamy czasu. Warto byłoby zatrzymać się w którejś z mijanych wiosek i usiąść pod sklepem w gronie tubylców. Wszędzie mnóstwo ludzi, widać, że wesoło spędzają piątkowy wieczór. Co chwila ktoś do nas macha.

Chciałem powtórzyć zeszłoroczną trasę drogą numer 61. Po zmroku nie jest jednak tak atrakcyjna. W pierwszym możliwym miejscu przerzucamy się na autostradę i ciągniemy nią do końca czyli około 60 kilometrów. Czas na znalezienie noclegu. Po raz drugi szukamy pokoju. Po chwili meldujemy się w hotelu Dolina Niedźwiedzi. Parę dni temu Dolina Muminków, teraz Niedźwiedzi. Kanapki, barszczyk z proszku i około północy wędrujemy do łóżek.

dolina niedźwiedzi


>> dni 16 i 17