Jeziorak

Gorący początek czerwca zachęca do wypadów nad wodę. Znany z romantycznej natury Muzyk zaprosił wszystkich chętnych nad Jeziorak, gdzie wraz z gromadką kumpli z rodzinnej Iławy spotykają się co jakiś czas żeby przy ognisku powspominać stare czasy i snuć opowieści o motocyklowych wyprawach. Chcąc przekonać Krzycha zapewnił, że bezpieczeństwo jest gwarantowane. Wszak on i kumple obstawiają resorty mundurowe odpowiedzialne za łapanie i izolowanie złych ludzi od zdrowej części społeczeństwa :-)  Po takich zapewnieniach nie mogliśmy odmówić. Krzych, Levis, Grzegorz oraz ja w piątkowy poranek przytroczyliśmy do motocykli biwakowe tobołki i tak wyekwipowani udaliśmy się do naszych fabryk ciesząc się myślą o wspólnej jeździe i biwaku. Miał jechać jeszcze Quba, ale zupełnie niepotrzebnie sprawdził prognozę pogody i w ostatniej chwili wycofał się.

Pod tym linkiem znajduje się relacja fotograficzna w obiektywie Krzycha.

Cały tydzień był słoneczny i gorący, ba jeszcze w piątek rano przyświecało słonko. W południe przyszły chmury i pierwsze fale deszczu. Jak się okazało wątpliwości co do sensowności wyjazdu miała nie tylko (jak zawsze) moja żona (to oczywiste) i Quba (to już mniej oczywiste), ale i sam Muzyk. Zadzwonił do Krzycha żeby odwołać imprezę. Krzych reprezentując grupę mazowiecką oznajmił, że my tak czy tak jedziemy i meldujemy się nad Jeziorakiem.

Ruszyliśmy jak zawsze z Księżyca wyczekawszy chwilowej przerwy w opadach.

start nd Jeziorak
 
Szare elementy ozdobne na butach Lewisa i moich oraz pas przypominający element odblaskowy na mojej przeciwdeszczówce to srebrna taśma, którą doraźnie załataliśmy dziury w naszych ubożuchnych strojach motocyklowych. Gdyby była czarna to nie byłoby wielkiego wstydu, a tak przyciągaliśmy wzrok pracowników stacji benzynowych wchodząc do ich eleganckich wnętrz, tworząc wokół kałuże z wody ociekającej z naszych połatanych postaci i przyciągając wzrok szarymi ozdobnymi elementami. Może jakimś cudem nasze żony przeczytają tę relację, zlitują się i pozwolą nam zainwestować w nowe ciuchy?

Po przebiciu się przez drobne korki na wylocie z miasta bez problemów polecieliśmy w kierunku Płońska. Jedyną przeszkodą był bardzo silny wiatr wiejący prosto w twarz lub w lewej przedniej ćwiartki. Żeby rozpędzić się do 90km/h musiałem kłaść się na baku. W połowie trasy dogonił nas Muzyk na "Japonii". Zdjęcie nieostre i szarawe, ale mimo wszystko można dostrzec uśmiech na twarzy Krzycha. Drogi 561 i 541 wiły się malowniczo :-)

3 Junaki

Czasami słonko przebijało się przez chmury. W pewnym momencie żarty się skończyły i musieliśmy zmierzyć się z ciemną chmurą.

riders in the storm

Bardzo lubię jazdę w deszczu. Warunkiem jednak jest niepodarty strój. Teraz jednak gdy buty popękane w wyniku wypadku na Słowacji trzymały się tylko na srebrnej taśmie, którą była też załatana przeciwdeszczówka miałem niewyraźną minę.

niewyraźna mina
 
Udało się szczęśliwie przebić przez małe urwanie chmury (taśma wytrzymała), pokonać huraganowy wiatr i po trzech i pół godzinach jazdy zameldowaliśmy się w Iławie. W umówionym punkcie spotkaliśmy malowniczą paczkę kolegów Muzyka: Chudy na Junaku choperze (poprzedni właściciel to balzaczek), Ganc na BMW GS z koszem, Murzyn na Jawie 350 i szwagier Murzyna na dziadkowej WSK zwanej Czarna Mamba. Jeszcze tylko drobne zakupy: kiełbaska, pomidory, papryka, majonez do robienia "mgiełki majonezu" na kanapkach, patelnia do smażenia grzanek, piwko i coś mocniejszego na rozgrzewkę...  A co? Dogadzamy sobie :-)

pod sklepem

...  I prowadzeni przez znających okoliczne lasy i jeziora jak własną kieszeń kumpli pomykamy na biwak. Na prowadzeniu Jawa. Kawalkada przez miasto, wąskie drogi wśród lasów, drogi gruntowe i leśne wijące się malowniczo...  nie ma lepiej :-) Nawet gdy się lekko zgubiliśmy można było orientować się w którym kierunku pojechali po specyficznym zapachu utrzymującym się długo w wilgotnym powietrzu.  Znacie ten tekst? "Do you smell that? Napalm, son. Nothing else in the world smells like that. I love the smell of napalm in the morning." (*)  Parafrazując "Uwielbiam zapach spalin dwusuwa wieczorem". 

(*) Podpułkownik William „Bill” Kilgore w Czasie apokalipsy: “Czujesz to? To napalm, synu. Nic na świecie tak nie pachnie. Uwielbiam zapach napalmu o poranku.”

Sprzęty pomykały dziarsko, a my staraliśmy się opanowywać uślizgi nieuniknione w trudnym terenie. Nie obyło się bez kilku drobnych wywrotek. Chudy dokonywał cudów utrzymując choperka mniej więcej na osi i na ścieżce. Ten motocykl nie jest łatwy do prowadzenia po parkingu (wiem bo próbowałem), a co dopiero mówić w terenie, na wąskich leśnych ścieżkach, w koleinach wypełnionych wodą. Szacunek dla jeźdźca.

Chudy i jego choper
Chudy i jego choper

przy ognisku

Biwak rozbijaliśmy już po ciemku. Deszcz przestał padać. Świecił księżyc romantycznie odbijając się w wodach jeziora. Na ognisku bulgotała w kociołku zupa przygotowana przez naszego mistrza kucharskiego Leviska. Skwierczały kiełbaski na patykach. Cytrynówka i piwo podkreślały smak potraw i pomagały przywołać malownicze wspomnienia przeżytych przygód motocyklowych. Już w nocy dotarł Quba z Adrianką. To nic, że samochodem. Najważniejsze, że dotarli przyprowadzeni przez ciemny las przez szwagra na Czarnej Mambie.

Nie wszystko da się opisać. Bo jak w kilku słowach streścić to co się działo i opowiadało? A działo się:  Porwanie Chudego. Nocna ulewa z moczeniem połowy jednego z motocyklistów (druga połowa pozostawała w namiocie). Opowieści Ganca o odpaleniu bomby na bazarze w Afganistanie, podejrzeniach o handel bronią, nocnym biwaku wśród hord talibów z dronami latającymi nad głową, trzymaniu na muszce km'mów zainstalowanych na półciężarówce. Wspomnienia Murzyna o pierwszym kontakcie z kałachem i opadającym na oczy hełmem (dawne dzieje), doskonaleniu kunsztu strzeleckiego, aż do takich wyżyn, że wyrwany na strzelnicę po całonocnej balandze przestrzelił tarczę w poprzek. A wożenie z fasonem generała po placu? Trzaśnięcie drzwi, jedynka, sprzęgło, gaaaaz, v6 brutalnie rozpędza limuzynę z Murzynem i generałem w środku, nonszalancki przejazd pół metra przed zwartym oddziałem, ostre hamowanie, szlaban przy bramie, Murzyn wysiada, generała odwozi inny kierowca. A prezentacja wózka bocznego do BMW zmajstrowanego przez Ganca?  Wykonany na wzór "zrób to sam" Adama Słodowego z nikomu niepotrzebnych rurek, wałków, gondoli, ale tak, że diagnosta na stacji nie miał wątpliwości, że wózek wyszedł z fabryki. A porady Chudego jak kupić sobie buty motocyklowe z najwyższej półki tak żeby żona sama prosiła o dokonanie zakupu?  Ej, działo się :-)

nocne Polaków rozmowy

Podziwiamy napęd wózka. Pełny profesjonalizm.

wózek do BMW

Rano kąpiel w jeziorze. Woda po ostatnich upałach i dzięki kontrastowi z chłodnym powietrzem wydawała się ciepła jak zupa. Pół godziny wystarczyło żeby dotrzeć na przeciwległy brzeg i z powrotem.

poranna kąpiel

Orzeźwiony, najedzony, syty wrażeń wyruszyłem samotnie do domu. 225 kilometrów w równo 3 godziny (w tym tankowanie) dzięki wiatrowi, który tym razem wiał w plecy to czysta przyjemność. Kamraci korzystali z uroków biwaku jeszcze przez kolejną dobę.

Jak to się skończyło wiem z relacji:

Lewis:  Muzyk ma extra kumpli, zrywaliśmy boki podczas wspominek z lat wczesnej młodości :))  Wczoraj jeden z nich przyjechał rano radiowozem zbadać czy nie zabieramy i nie przemycamy "mazurskiego ducha" we krwi, dzięki czemu mogliśmy bezstresowo jechać do domu. :))

Krzych:  Słowem Biwak nad Jeziorakiem w towarzystwie nowo poznanych przyjaciół ze szkolnej ławy Muzyka może zapoczątkować ciekawy wątek w przyszłości :-))))) Dzisiejszy powrót Lewiska, Grzesia i mnie - PiotrC musiał wracać wczoraj, Asceta pognał ze samego rana, Muzyk musiał jeszcze zostać , aby kilka godzin ... pilnować ogniska - odbył się w myśl zasady: "się kopie, się pali, się siada, się jadzie" i zajął nam nieco ponad trzy godzinki. I szczerze powiem, żal było ruszać, pomimo zdecydowanego braku słońca... Na mój gust taki biwakowy reset jest znakomitym środkiem leczniczym i zapobiegawczym różnorakim chorobom .... :-)))) Dzięki Kamraci za wspólny wyjazd i do następnego "biwaku".