1.130 km w 24 godziny

Początek lata, ładna pogoda i najdłuższe dni zachęcają do wycieczek. Udało mi się (nie było to trudne) namówić Krzysztofa na eksperyment. Sprawdzimy ile kilometrów damy radę pokonać w jedną dobę. Po pracy spotykamy sią na Księżycu. Drobne prace serwisowe, pizza, soczek w promieniach zachodzącego słońca, wpada Młynek i rozbiera silnik, odwiedza nas Damian... tak wyglądał wieczór przed wyjazdem.  Kto bywał na Księżycu wie jak miło się tu spędza czas. Mamy ze sobą maty i śpiwory. O północy kładziemy się spać. Budzik nastawiony na 3:45 czyni swoją powinność. W delikatnym świetle przedświtu wytaczamy Junaki i jesteśmy gotowi do startu. Relacja w obiektywie Krzycha dostępna pod tym linkiem.

start bladym świtem

Zgodnie z planem udało się ruszyć o 4:30   Wschód słońca podziwiamy z siodeł. Mina Krzycha mówi wszytko. Kierujemy się na Kołobrzeg przez Sierpc, Tucholę, Szczecinek. W Ustroniu Morskim chcemy zamoczyć się w Bałtyku. Potem planujemy odwiedzić dziatki i wnusię Krzysztofa w Jastarni i siódemką przez Elbląg i Ostródę chcemy wrócić do Warszawy. Czy się uda? Tego z góry nigdy nie wiadomo. Wszak jedziemy Junakami :-)

wschód słońca

To widok na dolinę Wisły na wysokości Świecia.

dolina Wisły

Zbliżamy się do Tucholi. W planach odwiedziny u Styby.

przed Tucholą

Wspaniałe widoki.

przed Tucholą

Gdzieś pomiędzy Szczecinkiem a Białogardem.

przed Tucholą

Lasy, pola, wąskie drogi to jest coś co tygrysy lubią najbardziej.

wąska dróżka

Stada wiatraków oznaczają, że zbliżamy się do morza.

wiatraki

Na plaży w Sianożętach zaślubiny z morzem. Tu przed trzydziestu laty Krzych spędzał urlop z rodzinką oglądając SU startujące z pobliskiego lotniska. Z rozrzewnieniem wspominał jak para dyżurna płoszyła wczasowiczów przelatując nisko nad plażą. Potem Pazura daje nura. Mnie nie pozostaje nic innego jak iść w jego ślady. Mimo słonecznej pogody temperatura wody jest tak niska, że krew krzepnie w żyłach. Podejrzewałem nawet, że gdzieś musiała jeszcze pływać kra. Daliśmy radę. Pół godziny na piasku grzejemy zmarznięte gnaty i ruszamy w dalszą drogę.

nad Bałtykiem

droga na wschód


droga na wschód

Żeby nadrobić "stracony" na plaży czas wspieramy się drogami krajowymi. Junaki rwą asfalt. Na budziku stale ponad  osiemdziesiąt kilometrów na godzinę.

Junaki drą

Obwodnica Słupska.

koło Słupska

Najpiękniej jest na bocznych drogach.

boczne drogi

Góry, doliny, lasy, pola... nie możemy się nacieszyć :-)  Nie ma lepiej.

boczne drogi

Około 19 docieramy na półwysep helski. W Jastarni spotykamy się z rodzinką Krzycha. Wspólna wyprawa na rybkę i rozmowy z elokwentną wnuczką to wspaniały odpoczynek przed kolejnym etapem. Maleństwo gadkę chyba ma po dziadku, no bo po kim?

Hel

Wciągam na grzbiet wszystkie ciepłe ciuchy, Krzych znany z niefrasobliwości niczego nie zmienia w ubiorze i jesteśmy gotowi do drogi. Świat jest mały. W tym samym ośrodku spędza czas Sebastian z Dzikiego Junaka. Wracając z deski natknął się niespodziewanie na dwa Junaki, a po chwili na ich właścicieli. Serdeczne uściski i o 21 ruszamy w kierunku Warszawy. Za nami 700 km, do domu kolejne 430.


Hel żegnamy w ostatnich promieniach słońca.

zachód

Obwodnica Trójmiasta, S7 przez Elbląg i dalej w kierunku Ostródy, Mława, Płońsk i jesteśmy w domu. Wszystko bez przygód z motocylami. Jedyna awaria to pęknięta linka gazu w krzychowym Junaku. Mocna przygoda to nocny pojedynek z TIR'em, który na wlocie do Ostródy chciał mnie przemielić spychając na barierę. Wyprzedzał nas na lewym zakręcie pod góre, na podwójnej ciągłej. Gdy wstrętny świniowóz zobaczył auto z przeciwka po prostu włączył dla fantazji trąbę i przytulił mnie do bariery. Świnie na pace, świnia za kierownicą :-(  

Widok z mojego kokpitu. Alternator od Jacka Tomaszewskiego z Osiecka, żarówka H4 55/60W, współczesny wkład reflektora od Żuka i wszystko jasne. Tu jadę na krótkich. Na długich droga oświetlona jest na 400 metrów. Link do strony Jacka podaję bez jego wiedzy :-) To nie płatna reklama tylko szczere i poparte doświadczeniem propagowanie dobrego produktu (mam nadzieję, że czytelnicy wybaczą, ale ostatnio wiele osób pyta mnie o opinię).

widok z kokpitu

Krzych odbił na Księżyc, ja poleciałem do domu. Bramę garażu otwierałem o 4:00.  1.130 km w 23,5 godziny. Niby tylko jedna doba, a wrażeń tyle jak po dłuższej wycieczce. Sam smak motocyklizmu. Krzychu dzięki za wspólną trasę. Gdzie teraz?

trasa

A tak na liście Dzikiego Junaka opisał naszą przygodę Krzych:

Witka.
Potwierdzam w całej rozciągłości. Wyjechaliśmy 04.21, a na Księżyc zajechałem (PiotrC dostał jednak sesemesa od pierwszej Małżonki, przyszłej Nie....ki, że łóżko czeka do rana na Niego) o 03.45 dnia następnego. Panowie Kamraci, to właśnie jest sam smak motocyklizmu, może raczej w tym, naszym przypadku, sam smak "junaczenia". Się kopie, się pali, się siada, się jadzie. I nie czarujmy się, wyjazd w towarzystwie PiotrCa Krymskiego Wielkiego jest za każdym razem czymś niezapomnianym i mimo, że innym to zawsze fajoskim! Składa się na to kilka czynników. A mianowicie ...On ma tam w górze niezłe chody - wyprzedzanie ciężarówek na styk z wysepkami, wbijanie się przed wszystkie samochody, a ostatnio to nawet ramieniem chciał odpychać jakiegoś wielkiego gównowoza ....tak śmierdziało z niego znaczy. Po drugie jedzie się w komfortowych warunkach - ma ze sobą wszystko - linki, śrupki, zawory, tłoki i co tam sobie można zamarzyć. Po trzecie, zaopatrzył się w taki mały telewizorek, który mówi gdzie jechać, ale ponieważ to gupi telewizor i mówi na przekór, to właśnie PiotrC wybiera właściwą drogę ... Czyli pola, lasy, zapachy traw, czasem gnojówki, czasem chorzej dziewoi ...Jednym słowem nic tylko jechać i się rozkoszować pięknem tej naszej Niepodległej ...Taki wyjazd wynagradza wszelkie opi...alania drugiej "Połówki"  i daje maksimum zadowolenia ... Jak Mirasio mówi - najlepsza rzecz dla faceta w spodniach na tyłku :-)))) Co do Żelaznej Dupy ... Miałem przez jakiś czas taką ciągotkę, ale po wczorajszym śmignięciu rezygnuję całkowicie z uzyskania tej "sprawności" ...1000 km w dobę na Junaku pozwala i na uzyskanie ładnego wyniku w starciu ze swoim ciałem i duchem, a jednocześnie pozwala na nieco szaleństwa z mgiełką majonezu... Na jajeczniczkę w przydrożnym "Dzikim Barze", na kąpiel i plażowanie, na wizytę u dobrych znajomych, np. u Styby i sporą chwilkę rozmowy, na podkurek przygotowany przez Panie ekspedientki we wioskowym sklepie, na drobne naprawy - tu wymiana linki gazowej, na spotkanie z Rodzinką, która akurat niedaleko, no bo co to jest te drobne 200 km, wypoczywa, na rozmowy z ciekawymi "typami" ludzkimi na stacjach benzynianych, czy wreszcie na darcie ekspresówką ku Księżycowi - tu i prawda i przerzutnia - bo noc była za...iście piękna i księżycowa ... Panowie Kamraci, to było piękne i nie zapomniane ... Dla takich przeżyć warto się umazać w smarach i nieco nawyklinać te nasze Złomki ... A przy okazji napomknę, że nocą nie widać tych wszystkich chromów i nierdzewnych nakrętek kołpakowych .... , ale słychać jak motór mieli te kilogramy gwoździ ... I to jest PIĘKNE ... Dzięki PiotrCze za takie pomysły ....
PozdrK54  (2014-07-16 22:09)