Twardy Dół

O 4 rano startuję w kierunku Borów Tucholskich gdzie moja rodzinka odpoczywa w pięknie położonym na Kociewiu ośrodku Twardy Dół. Atrakcją tego miejsca jest jezioro Niedackie o niewiarygodnie przejrzystej wodzie. Koło pomostu na głębokości 3 metrów widać każde ziarenko piasku, a ławice rybek prezentują się jak na zdjęciach z Egiptu czy Chorwacji.

sierpień 2014 - Twardy Dół

Jestem umówiony o szóstej w Płocku z moim bratem Igorem i jego kumplem Piotrem. Chłopaki na "japoniach", ja oczywiście Junakiem. Będą musieli się dostosować do moich możliwości. Kompromisowa prędkość to 85-90 km/h.  Dla nich trochę za wolno, dla mnie trochę za szybko :-) Wibracje, kłopoty ze zmianą biegów (pojawiają się już od jakiegoś czasu i dadzą o sobie znać nazajutrz, ale nie uprzedzajmy faktów) to cena poganiania staruszka.

Wschodzące słońce, lekkie mgiełki, Wisła u stóp wysokiej skarpy, lasy, pola...  nie ma lepiej!!!

gdzieś za Płockiem

Jest tak pięknie, że nikomu nie chce się wyciągać aparatu. Jazda, zakręty, pusta wąska droga...  dobrze, że Igor zrobił choć kilka fotek.

trzech jeźdźców
(od lewej Piotr, Igor i ja)

Na budziku 90 km/h, co dla Hondy i Kawasaki nie jest jakimś szczególnym osiągnięciem, ale dla Junaka i owszem :-)

90 km/h

W Borach Tucholskich nad Wdą przy leśniczówce Pohulanka. Przed piętnastoma laty przejeżdżaliśmy z Kasią koło niej na rowerach. Urzeczeni pięknem okolicy zapytaliśmy czy nie przyjmują letników. Pan leśniczy ledwo oderwał rozmarzony wzrok od delikatnie szumiących drzew i niechętnie otworzywszy usta odparł, że obydwoje z żoną nie lubią ludzi i cenią sobie swoją samotnię. Dał się jednak wciągnąć w rozmowę. Nie wiem jak nam się to udało, ale wyraził zgodę. To były piękne wakacje. A następnego roku w kwietniu urodził się nam Staszek :-) Ech wspomnienia...

leśniczówka Pohulanka

Wczesnym popołudniem dotarliśmy do Twardego Dołu. Ja zostałem z rodzinką, a chłopaki pomknęli na Hel. Nazajutrz rodzinka zmieniała miejsce zakwaterowania na Jastarnię i ja pojechałem ich śladem. Kaszuby... górki, doliny, łąki, pola, lasy, jeziora, zakręty, wioski, pustawe drogi, widoki, że aż dech zapiera... Znacie to? Nie ma lepiej!!!

(14:05) W Szemaudzie ostry zakręt w lewo. Redukcja do jedynki, potem dwójka... zgrzyt skrzyni, zablokowane tylne koło wyprzedza przednie, delikatnie kładę motocykl na jezdni. Kierowca nadjeżdżającego auta w porę dostrzega co się dzieje, zatrzymuje się i mrugając przyjaźnie awariami osłania mnie przed kolejnymi autami. Przechodzień pomaga zepchnąć motocykl na trawnik. Uff, jeszcze raz się udało.

(14:10) Kurtka, rękawice i kask wiszą na płocie. Wprawnym ruchem sięgam do przytroczonego z prawej strony kompletu kluczy.

(14:15) Lewa kapa precz. Szarpiąc kołem i ruszając bezpośrednio wałkiem przesuwek udaje się odblokować skrzynię. Jest nawet jedynka i luz. Wyżej ani rusz. Trzeba rozbebeszyć skrzynię. Gdy podniosłem wzrok zobaczyłem nadciągającą granatową chmurę. Ani chybi będzie lało. Czas szukać jakiegoś dachu nad głową.

(14:20) Nadchodzi lekko chwiejnym krokiem lokales. Czy to szkwalisty wiatr, czy też jest jakaś inna przyczyna niestabilnej postawy?  Szybka propozycja, decyzja i po chwili pchamy Junaka w kierunku niedalekiej bramy. W ostatniej chwili chowamy się do domu. Pan M przez piętnaście minut opowiada historię swojego życia. Dwadzieścia lat temu wredna żona wraz z profesor G z Gdyni zapakowały go na kilka lat (oczywiście bez jakichkolwiek podstaw) do psychiatryka. Po wyjściu starał się odreagować sięgając po alkohol.  Nie przeszkodziło mu to jednak w zbudowaniu domu, zgromadzeniu środków na wykształcenie dzieci, roztrwonieniu środków, zgromadzeniu środków...  i tak po szczęśliwym pochowaniu żony został sam. Nie odwiedzają mnie...  Kawy?  Jak pan nie zjesz pączka to się obrażę (piecze je mój kumpel). Nie odwiedzają mnie...  Delicje możesz pan zostawić.  Nie odwiedzają mnie... Tylko czasem dzwonią i pytają czy brałem pastylki. To im odpowiadam żeby sami żarli te cholerne psychotropy. Nie odwiedzają mnie...  Jeden syn w Warszawie jest prezesem firmy S, drugi w Londynie jest informatykiem (jakieś loty kosmiczne), córka skończyła szkołę muzyczną. Nie odwiedzają mnie... Jestem alkoholikiem. Sięga za kanapę po dobrze napoczętą flaszkę. Jakby chciał pan coś sprawdzić w Internecie to proszę... podaje mi iPada.  Mam ziemniaki i maślankę. Ugotować?  Pan M wychodzi i zostawia dom pod moją opieką. Wyszło słońce.

(14:40) Dekiel skrzyni zdjęty, a pod nim obraz ostrego mielenia. Prawy wodzik pęknięty i zakleszczony o jedno z kół. Kółko dwójki bez ośmiu zębów. To znaczy niektóre ukruszyły się w połowie, niektóre prawie całe, ale nie zupełnie. To daje jakąś nadzieję. Zapasowy wodzik mam ze sobą, a koło przy delikatnym traktowaniu daje cień szansy na dalszą jazdę. Czas na telefon do przyjaciela.

(14:44) Trzy sygnały i jak zawsze niezawodnie odbiera Krzych54. Nie trzeba wielu słów żeby zrozumiał co mnie spotkało. Rozbieraj kamrateńku skrzynię, a ja szukam kogoś w okolicy.

(14:51) Krzych54: Kamrateńku zapodałem info na listę Dzikiego Junaka i na forum SFM.  Gadałem też z Konradem. On zna jednego junakowca w okolicy.

(15:18) Telefon od nieznanego Junakowca z pytaniem czy potrzebna pomoc. Nie zapamiętałem ksywki. Jest w Gdańsku i może pojawić się wieczorem. Telefon zaczynał się od 50154 :-)  Dzięki Kamracie, jak nie dam rady ściągnąć pomocy wcześniej dam znać.

(15:20) SMS od Konrada z numerem do Sebkina.

(15:27) Cześć, tu Piotr z Dzikiego Junaka...  Sebkin: Wiem, słyszałem od Konrada. Jestem w Gdańsku, ale postaram się namierzyć Śledzia. Czekaj spokojnie. Jak się nie uda to sam przyjadę.

(15:37) SMS od Krzycha: "Olejki zmieniłem, mogę być za 7 godzin"  :-)))

(15:39) Sebkin: Śledź namierzony. Jest w Redzie, wraca do Wejherowa i niedługo przyjedzie. Podaj adres.

(16:26) Śledź: Jadę do Wejherowa. Co konkretnie padło? Kółko dwójki się znajdzie. Zaraz będę.

Skrzynia rozłożona na czynniki pierwsze, resztki zębów wybrane, całość oczyszczona. Wałek przyciera o przesuwkę. To była prawdopodobnie przyczyna kłopotów. Ale co było praprzyczyną?  Papier ścierny i mozolne docieranie. Chodzi pięknie.  Pan M wraca z koleżką. "To jest Janusz, również alkoholik."  Serdeczne uściski rąk. Moja nieco brudna, jego nieco drżąca. Panowie udają się na piętro na kameralną libację.

(17:30) Na posesję wjeżdża VW Pasat ze Śledziem za kierownicą. Tak się domyślam bo nigdy go wcześniej nie widziałem. Uścisk rąk, rzut oka na rozpruty motocykl. Z bagażnika wyciąga skrzynkę pełną części do skrzyni biegów. Kółko dwójki tkwi nadziane na wałek. To prawie aktualna skrzynia Śledzia. Ma trzy Junaki, trzech synów, dom o trzystu metrach i całe tygodnie spędza pracując za granicą w stoczniach.  Teraz zamiast wypoczywać siedzi ze mną, opowiada o okolicznych Junakowcach, sprawdza co robię i podpowiada gdy robię coś nie tak. To niezwykle cenna pomoc.

(19:01) Sebkin: Jak idzie?  Już kończę :-)

Jaki luz wałka wodzików?  Za duży. A co robi ta podkładka dystansowa?  Była w skrzyni?

(19:04) Konrad: Jak idzie?  Już kończę :-) 

Jeszcze raz zdjęty dekiel skrzyni, podkładka wraca na miejsce, luz...  sprawdzaj na jedynce...  teraz luz jest ok. Podegnij sprężynę zmieniacza. To ważne żeby obejmowała go ściśle.  Tak dobrze?  Ok!  Olej do skrzyni, umyć ręce, próba drogowa. Śledź czekał do końca.  Szerokości!!!  Dzięki Kamracie!!!

(20:38) Na stacji w Wejherowie odbieram telefon od kolejnego Junakowca z pytaniem czy potrzebna jeszcze pomoc. Nie zapamiętałem ksywki. Telefon zaczynał się od 60378 :-)  Dzięki Kamracie już jestem w trasie :-)

(21:30) Docieram do Jastarni. Kuchnia już nie wydaje, ale żonka nie da zginąć mężowi z głodu :-)  

(22:14) SMS od Langusty "Dotarłeś do Jastarni".  Ok  dzięki kamrateńku :-) 

Fajnie?  To sam smak motocyklizmu!!!  Dzięki wszystkim znanym i nieznanym za zaangażowanie, zainteresowanie i pomoc. W niedzielę syty wrażeń wróciłem z Jastarni w niecałe siedem godzin bez przygód technicznych.